Rachel
Usiadłam na drewnianym krześle. Bóg, a nie potrafi zagwarantować wygody. Ostre drżazgi wbijały mi się tam gdzie światło nie dochodzi, widać było, że Elle i Tysona ten dyskomfort także irytował, bo herpia unosiła się w powietrzu, a cyklop wiercił się i mamrotał ,,masło orzechowe, myśl o maśle,,. Postanowiłam, że nie będę siedziała na tej belce na nogach, więc wstałam i z góry przyglądałam się pracy, którą wykonuje Apollo.
-Mówisz, że uciekła...- wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, tyle wiem od Ann.
-Wiele się o niej nie dowiemy, prosiłem ojca o zabicie Pytona, ale on tylko kręci głową i wspomina, że to mój wróg i on umywa od tego ręce.
-Moglibyśmy poprosić innych bogów o pomoc. I herosi też by pomogli.
-Ale kto sprzeciwi się woli mego ojca.
-Masło orzechowe, masło orzechowe- przerwał nam syn Posejdona.
- ,,I wten Demeter po radę do Hekate się udała, by wieści o swej córze Korze jej podała,,.- Ella zacytowała mit o Demeter i Korze.
-Ale Demeter nie ma z tym nic wspólnego.- zniszczył dumę Elli Apollin.
-Jej matka, matka tej Heroski mogła by pomóc, coś doradzić... I Artemida może by coś zrobiła...
-Moja siostra nie bez powodu ją odesłała, jeżeli coś...
-Warto ją poprosić.- wtrąciła się Rachel.
-Jest!- krzyknęła Ella i z ogromnym zaciekawieniem na twarzy wysłuchaliśmy przepowiedni, którą przeczytała nam Harpia.
Percy
-Och, cześć Rachel.- zarumieniłem się.
-Wybacz, może powinnam zadzwonić później?- jej twarz była niemal tak czerwona jak jej włosy.
-Nie, zaczekaj chwilę.
Poszedłem do łazienki. Może powinienem zrobić taki alarm jak Dionizos? Nie jest zbyt komfortowo kiedy dziewczyna, która jest wyrocznią (fakt, że kiedyś się całowaliśmy pomińmy) widzi cię w samych bokserkach, bo ważą się losy świata (może, miejmy nadzieje, że nie, ale mówiła, że to ważne) i akurat w tym momencie zadzwoniła Iryfonem. Pośpiesznie założyłem spodnie i wychodząc z łazienki zakładałem obozową koszulkę.
-Więc, co się stało?- Rachel dalej była czerwona.
-Ta nowa Łowczyni...- nie mogła dobrać słów- Musicie się dowiedzieć kim jest jej matka.
-Skąd wiesz, że to matka?
-Apollo mówił, że zna jej ojca, ale on nie jest wtajemniczony do naszych... Boskich spraw- ciężko było jej wymówić słowo ,,naszych,,
-Okej, jak najszybciej cię zawiadomię.- chciałem ja najszybciej zakończyć tę rozmowę, Rachel chyba też.
Dziewczyna jest spoko. Mogłaby być dobrym kumplem, ale nawet gdyby... Wyobraźcie sobie, że zakumulowałbym się z nią, a Annie. Byłaby zazdrosna tak jak kiedyś, a Rachel... No powiedzmy, że jej ojciec nie zbyt mnie polubił.
Z moich rozmyślań wybiła mnie Clariss.
-Choć głąbie, bo wariatka się budzi i zaraz zrobi nam niezłą awanturę.
Nina
Po otwarciu oczu zobaczyłam mnóstwo spoglądających na mnie gapiów. Przeleciałam wzrokiem ich twarze i nadal nie byłam pewna czy ON tam jest. Nie pytajcie o niego, moja wcześniejsza reakcja była normalna jak na Łowczynie. Muszę się odzwyczaić, zrozumieć, że już nią nie jestem. W jednym momencie zrozumiałam co muszę zrobić, ale ich jest zbyt dużo... Jeśli teraz ucieknę... Będą w szoku, że jestem zdrowa więc da mi to jakieś 3 sekundy bonusu. Na chwycenie mojego łuku stracę jakieś 2 sekundy, a na podpalenie strzały greckim ogniem, który mam w plecaku, 4 sekundy. Nie wyrobię, biegam z prędkością jakichś 40km/h, a tamta Clariss, jeszcze raz przejrzałam wszystkie twarze. Jej tu nie ma, spytacie skąd wiem jak ma na imię. Powiedzmy, że Łowczynie mają kilka...Hym szpiegów w... Prawie wszędzie. Annabeth? Kuśtyka, to ślad po skręconej kostce. Nie dogoni mnie, ale jest tyle osób, że nie pozwolą mi przebiec.
-Chcę się przejść. Do ogrodu.- Ciężko wstałam, symulując ból w kostce. Specjalnie upadłam i ręką zawołałam najgrubszego grubaska, którego zauważyłam. -Pomóż mi.
Pulpecik wstał i podszedł do mnie. Oparłam się o jego ramię i kazałam iść w stronę wyjścia, mówiąc, że chcę iść do ogrodu, do którego prowadziła ta sama ścieżka co do wyjścia. Mój plan prawie by się udał gdyby nie ta cholerna (sorry za słownictwo, ale pasuje mi do Niny. Ja na co dzień się tak nie wyrażam) córunia Aresa. Ciągnęła za pomarańczową bluzkę obozu Herosów syna Posejdona, tego którego prawdopodobnie postrzeliłam. Zrozumiałam, że mój plan jest beznadziejny, bo nawet gdyby nie ona to jak miałabym wrócić się po strzały?
-Zwariowaliście!- puściła Percy'ego, który zarył twarzą w ziemię- Puszczacie ją, ślamazary? Łapać ją!
Nie pomyślałam, po prostu to zrobiłam. Zadziałałam pod wpływem emocji, czego jeszcze nigdy nie robiłam. To nie pasowało, ani do roli Łowczyni (byłej), ani do roli córki, mojej matki. Znokautowałam wysokim kopniakiem stojącego nie daleko łucznika i po prostu strzeliłam. Strzeliłam w nią, w nią celowałam. Chybiłam, nie trafiłam do niej. Strzała poleciała w kierunku blondynki, córki Ateny. Strzała poleciała w stronę Annabeth. Jak mogłam to zrobić, widziałam to, zrobiłam to nie winnej dziewczynie, zabiłam ją .
Co???? Zabiła Ann? Nie jest to moja ulubiona postać ale co z Persiakiem? Wow. Za dużo. Muszę czytać dalej :D
OdpowiedzUsuń