Annabeth
To wszystko stało się tak szybko. Niby nie szkodliwa, ze złamanymi żebrami, a jednak... Clarisse ciągnęła glonomóżdżka... Chciałam tylko krzyknąć, żeby go puściła, ale ona zrobiła to zanim zdołałam chociażby mrugnąć. Ta ostra strzała przecinająca moją tchawicę... Wszystkie głosy dochodziły z daleka, jakby pomiędzy mną, a innymi stała nie widzialna ściana. Moja pierś poruszała się gwałtownie, starając się nabrać w powietrze, na nic, ale to nie mówiło mi, że umrę. Myślałam tylko ,,Hej, jestem córką Ateny, pomocnicą i dziewczyną najpotężniejszego Herosa, pogromcy Kronosa. Jestem grupową domku Ateny i należę to pierwszej khorty w Nowym Rzymie. Jestem jedyną dziewczyną bez mocy, z Wielkiej Siódemki. Ja pokonałam Arachne, nie mogę zginąć. Taka zwyczajna Łowczyni nie może mnie zabić. Nie zginę w taki sposób,,. Przeliczyłam się, duszące uczucie i ten ból jakby Leo podpalił moją pierś. Przed oczami pojawiały się krwiste plamy, krew wylewała się ze mnie strumieniem, chłodząc moje ciało. Ciemność zastała i już wiedziałam, że nigdy już nie ujrzę światła dziennego. Mimo że moje oczy otulała ciemność wiedziałam, że czyjeś czarne skrzydła, skrzydła Tanatosa, zasłoniły to ziarenko nadziei, że jednak przeżyję. Zimne ręce dotknęły mojej skóry, zimny pot oblał moje całe ciało i puls przestał pulsować, a krew już nie płynęła. Skóra zrobiła się śnieżno biała i zimna. Poczułam jak wszystkie ludzkie problemy mnie opuszczają, ciało i dusza się rozdzielają, ból znika. Ciemna postać zastąpiła mi drogę tam gdzie wcale nie chciałam
iść.
-Słucham, panno Chase? Co tym razem wymyślisz, abym cię
przepuścił?
- Charonie...
Nina
Co ja zrobiłam? Jak mogłam chybić? Nigdy mi się to przytrafiło... Taka musiała być wola bogów, to oni pokierowali strzałę w złym kierunku. Nie myślałam zbyt długo i po prostu uciekłam, moje nogi same poruszały się i kierowały w stronę wyjścia. Źle zrobiłam, ale jeśli ma przeżyć, przeżyje. Jeśli nie, żadne łzy i przeprosiny tego nie zmienią. Wiedziałam o tym, więc po jakiego grzyba łzy cisnęły mi się do oczu? Odwróciłam się i spojrzałam na trafioną srogim wzrokiem, jakbym chciała spiorunować moje oczy, ale niestety nie miałam lustra. Miałam za złe sobie nie to, że ją postrzeliłam, ale to, że bardziej rozpaczam, że nie trafiłam, niż że ją zabiłam. Może coś zrobiłam, czymś zawiniłam, a Artemida wygoniła mnie ze swojej ,,rodziny,, i prawdopodobnie to ona nakierowała moją strzałę w złym kierunku. Czym zawiniłam? Co takiego jej się nie spodobało?
-Czekaj!- krzyknęła Clarisse tym głosem przywódcy, silniejszym, dla wojowniczki, od czromowy. Prawie się jej posłuchałam gdyby nie lodowaty głosy syna Posejdona.
-Zabiłaś ją!- krzyknął- Co ona ci zrobiła! Nie tchórz! Przyjdź tu i ponieś konsekwencje!
Tego było za wiele. Już nie wiedziałam co myśleć, ani robić. Najpierw Artemida wygoniła mnie, wygnała... Potem byłam ścigana i połamałam żebra, a na dodatek, jakby jeszcze tego było mało, Apollo mi pomógł. Mój wróg, mi pomógł. Teraz dodatkowo zabiłam córkę Ateny, niewinną kobietę, a ten gnój jeszcze mi rozkazuję? Jak on śmie.
Stanęłam w miejscu i powoli się odwróciłam, biegł w moją stronę. Czekałam, ponieważ wiedziałam, że im bliżej obozu będziemy walczyć tym moje szansę na wygraną tej bitwy są bardziej nikłe, tam jest jezioro, woda. Mi do wygranej wystarczy świeże powietrze i natura.
Clarisse
Nigdy nie zgadniecie co ten debil zrobił. Byłam tak podbuzowana, że nawet nie zareagowałam, przecież ona zabiła moją przyjaciółkę! Jedyne co wtedy myślałam, to nie miłe groźby, bo czy ,, Szczerze ci życzę, abyś za te Zbrodnie, zginęła w najgorszych warunkach, najgorszą śmiercią w obskurnym pomieszczeniu, a po śmierci trafiła do Tartaru na Pola Kar i żeby ta kara była bardziej surowa niż kara Syzyfa,, jest miłą groźbą? Zastanówmy się co glon wymyślił, że jest to tak debilne?
Więc zacznijmy od początku. Natarł na byłą Łowczynie, nie wiem czy on zdaje sobie sprawę z tego, że Thalia przekazując nam wiadomości o ,,nowo przybyłej,, powiedziała, że Artemida stwierdziła, że Nina ma przed sobą wielką przyszłość i może uratować świat (wątpię), a życie jako wojownicza feministka nie jest bezpieczne. Jak wspominałam jest wojowniczą feministką i to jak ten głupek ją wyzywał na pewno jej się nie spodobało. Nie odpuści bo ,,samiec,, ją obraził. Ona ,,pokarze kto tu rządzi,, ma swój honor i będzie walczyła z nim tak długo aż, albo ona, albo on nie zginą. Jeśli ona zginie cały świat może pójść w jej ślady, jeśli zginie synulek muszlo-broda... Właściwie on też wiele razy uratował świat... Nie mówię, że jest nie zastąpiony, bo cudowna córka Aresa, boga wojny, jedyna dziewczyna, która przejechała się rydwanem mojego tatuśka... Nie ważne. Po prostu zrobił ogromną głupotę.
Ja też się wykazałam, zamiast coś zrobić stałam w miejscu zaciskając pięści i złorzecząc jej.
Czemu taki krótki? Super rozdział. Czyli jednak Ann umarła :( biedny Percy. Ok, idę dalej czytać
OdpowiedzUsuń