piątek, 10 lipca 2015

8 Rozdział

Nina
    Czułam, że to nie Ann. Może jakoś specjalnie jej nie poznałam, ale błagam to oczywiste. Ktoś kto sprzeciwia się swojej matce, bo kocha jakiegoś kolesia musi być na prawdę zakochana. Nie poświęciłaby go dla spokojnego życia w Hadesie. Po całym Olimpie rozniosła się wiadomość, że Annabeth Chase, Percy Jackson i Grover weszli do Hadesu. W każdych wiadomościach na TVO, Telewizja Olimpijska, jakaś Nimfa gadała, że utopili się w wannie, a Charona spotka kara. Nie wiadomo jaka, kiedy reporterka weszła do Hadesu zrobić wywiad z Hadesem utopiła się w Styksie, cóż, tak bywa kiedy do TVO na reporterki biorą puste lalunie. 
    Charon musi być na nią wściekły, to logiczne. Muszę pomóc temu debilowi pospolitusowi, czyli w języku Łowczyń samcowi. Po prostu wzięłam Annabeth, lub to czym kiedyś była, i zaniosłam do ogrodu Dionizosa, trzeba było korzystać z jego nieobecności. Położyłam ją pod winoroślą i przykryłam dużymi liśćmi winogron, korzystając z okazji zerwałam gałązkę i wyrzucając w powietrze soczystą kuleczkę złapałam ją w usta. 
    Ruszyłam w stronę mojego ,, nowego domu,,. Jak wcześniej wspomniała Thalia, mieszkam nie w domku nr. 4, domku Demeter, lecz w Wielkim Domu. Wdrapałam  się na górę i zamiast iść do swojego pokoju i przygotować się na misję, weszłam na strych. Mocno naciskałam na każdy szczebel drabiny, aby upewnić się, że wytrzyma mój ciężar, wytrzymała. Światło wpadało do pomieszczenia, powietrze było tak gęste, że trudno było mi się dostać do NIEJ. Nogi uginały mi się i trzęsły jak galareta. Podeszłam do trupa i dotknęłam jego ramienia. Było sztywne, nie było wniej tyle energii co 70 lat temu. 
-Och, Sindy, dlaczego oni cię tu wciąż trzymają.
Charlie
    Dzisiaj, a może jutro dokonam dzieła. Zrobię to co chciałem zrobić od dawna, zabije ją. Wcześniej nie miałem skrupułów zabijać ludzi, teraz też nie będę miał. 
- Chica!- wezwałem mojego najzdolniejszego sługę. 
-Panie, nie ma Chicki!
    Do komnaty wszedł Locki. Jego pełne imię brzy Lockesh, ale to imię brzmi władczo, jakby jego posiadać był kimś wielkim, a Locki jest nieudacznikiem, nic nie potrafi zrobić.
-Gdzie jest?
-Wyszedł, powiedział, że jeśli będziesz chciał zrobić...To co chcesz zrobić- rozejrzał się po pomieszczeniu jakby ktoś nas podsłuchiwał i mrugną do mnie.- to każ zrobić to mi :)
-Locki! 
-Ale panie, to prawda!
- A więc zrób to co masz zrobić, fiolka z trucizną jest w tej walizce :0
-Jakiej.
-TEJ- zaakcentowałem to słowo i w myślach strzeliłem mega facepalma.- Idź już!
Clarisse
    Jutro ta ,,Łowczyni,, i ten jakże ,,wspaniały,, syn Posejdona wyruszą na misję. Mieliśmy ucztę, a bardziej stypę z okazji śmierci Ann. Nimfy nie żałowały nektaru, a Łowczyni wypijała nieziemskie ilości tego trunku. Modliłam się, aby spłonęła, ale co? Gdyby to był alkohol już dawno film by się jej urwał, ale ambrozję  wypijała niczym wodę. Puchar, za pucharem, nawet ostrzeżenia jej siostry grupowej domku Merle nie działały. Dopiero po jakiejś godzinie skapnęłam się, że Nina zniknęła. Nie powiem, wystraszyłam się, podbiegłam do Merle:
-Gdzie twoja ,,kochana,, siostrzyczka?
-Ta szmaciara? Nie wiem może się spaliła. Dobrze by było. Wiesz co ta franca mi powiedziała? Że niby jak nie przestanę jej prześladować to odbierze mi władze w domku. Ach, co za samica psa.
     Merle nigdy nie panowała nad emocjami. Lepiej było nie wchodzić jej w drogę, była w stanie nawet się pociąć. Ale jest dobrą dziewczyną, dlatego jej nie lubię, nigdy nie przeklina, to że ,,suczka psa,, to i tak za dużo jak na nią. Pewnie w środku cała się trzęsie. Ja się jej nie dziwię, z tą jej siostrzyczką, kochaną nie łatwo jest wytrzmać. 
    TRZASK. Co to było? Odgłosy dochodzą ze strychu, jeśli ta blondi tam weszła, Chejron jej nie daruje.
Locki
    Cichaczem przedostałem się do Obozu Herosów, akurat mieli ucztę, więc nie powinienem mieć najmniejszych problemów z dodaniem tego do jej napoju. 
    Otworzyłem plecak i wyciągnąłem buteleczkę, podeszłem do stołu z ucztami i do pucharu stojącym przy krześle z napisem NINA wlałem zawartość butelki. Próbowałem uciec jak najszybciej, ale rozpętała się burza, burza wokół św. ogniska. Nad ogniskiem ukazała się piękna twarz, bogini roślin. Ach, a ten jej boski głos:
-,,GDZIE MOJA CÓRKA?!,,
    Każdy wie, że Merle jest ulubienicą Demeter, przynajmniej była przed pojawieniem się Niny. Pfff, każdy krzyczał tylko, gdzie merle! OMG pewnie znowu się pocięłą. Ale będą zdziwieni kiedy dowiedzą się, że chodzi o ,,Ninusie,, Ha ha.
    Mój pan będzie dumny, prawidłowo wykonałem zadanie.

Przepraszam

Herosi, kochani, przepraszam, że nie ma rozdziału. Ile to już miesięcy minęło? Nie miałam motywacji do pisania, postaram się jutro dodać rozdział, ale jak już mówiłam brak motywacji=brak weny. Proszę jeśli widzicie ten post skomentujcie go, napiszcie jakieś miłe słowa i jeśli chociażby jeden komentarz się pojawi choćbym miała o 2 w nocy pisać rozdział będzie na pewno jutro, więc jeśli jeszcze ktoś tu jest to proszę, skomentujcie.

niedziela, 5 kwietnia 2015

7 Rozdział

Annabeth
-Charonie... Ja...
-Zamilcz! Nie chcę słuchać twoich wymówek! Co? Teraz też załatwisz mi nowy garniturek? Nie, nie ja się nie dam tak nabrać. Masz drachmę?- zapytał chytrze
-Jeszcze nie wyprawiono mi pogrzebu...- zawahałam się
-I nie wyprawią! Ja już tego dopilnuje!
-Ale Charonie... Co ja ci takiego zrobiłam?
-CO TY MI ZROBIŁAŚ?! A niech się zastanowię... WIESZ KTO JEST STRAŻNIKIEM HADESU?! Ja oczywiście.- potarł swój Francuski garniturek jakby chciał zepchnąć okruchy. - A każdy wie, że do Hadesu nie wolno wchodzić żywym. Chyba, że za pozwoleniem pana Hadesa- dodał szybko.
-Czy to nie Cerber pilnuje wejścia do Podziemia...? Przecież...
-Nie..., nie, nie, nie, nie! Widzisz te drzwi?- wskazał ohydnym pomarszczonym paluchem na złowieszcze drzwi.- To jest wejście do Hadesu. Te drzwiczki, otwierasz je i... HAPS! Atakuje cię to bydle, ale dopiero kiedy przejdziesz przez te drzwi i znajdziesz się w Hadesie ma prawo by porzuć twoje kości.
-Nadal nie rozumiem co ja ci zrobiłam? 
-Oczywiste jest jak i kogo kara Pan Podziemia jeśli nie chciany gość zahaczy o jego pałacyk!
    Pomyślałam chwilę. Czułam jakby każda część mojego ciała była przeżuwana przez Cerbera, a mój mózg zastąpił mu piłkę. Ale nie bez powodu byłam jedyną dziewczyną bez magii w wielkiej siódemce. Moją mocą jest mój umysł i tego się trzymajmy. Jeśli tylko uda mi się... Może gdybym... Poczułam się jak w szkole, kiedy macie przynieść na przykład igłę, ale jej nie wzięliście. Zawsze macie nadzieję, że ktoś wziął dwie i wam ją pożyczy.
-Hej! -zawołałam.- Ma ktoś drachmę?
    Zmarli obrzucili mnie żałosnym spojrzeniem.
-Myślisz, że gdybyśmy mieli, to byśmy tu siedzieli?
    Okej, czyli logiczne myślenie zawiodło... Może nie do końca logiczne. Ale gdybym... Phi. Czasem warto działać impulsywnie, nie? Chyba po to mam ADHD. Co by zrobił Percy ...? Nastraszyć ich, że jestem Herosem...? Nie to pewnie stare. A gdyby powiedzieć, że Dionizos... Ach nie mam Cola-y dietetycznej. Wiem! Na tak głupi pomysł nawet glonek by nie wpadł...
-Hej! Ludziska! Co tu tak sztywno? Rozkręćmy tą imprezkę! Uuuuchu!- nie zbyt wychodzi mi udawanie głupka, mimo że mam świetnego nauczyciela.- No co z wami?! Może jak rozweselimy troszkę Charona to nas przepuści...? Kto wie?!- oparłam się o blat na którym leżały wszystkie dokumenty Charona- Można płacić kartą?
Rachel
    Położyłam się na miękkim łóżku. Moje mięśnie rozluźniły się, a ja czułam się tak beztrosko jak jeszcze parę sekund przed poznaniem Percy'ego i bandy szkieletorów. Czyli wcale. Brzuch skręcał mi się z bólu i nie mogłam nic na to poradzić. Powoli przekręcałam głową w przód i w tył, a biedne kości szyjne tylko krzyczały tym swoim chropowatym głosikiem CHRUP CHRUP. Czułam się coraz gorzej i nic na to nie mogłam poradzić. Wakacje się kończył i oczywiście jak każda nastolatka byłam zrozpaczona i w ogóle... Ale to nie to. Czułam się jakby moje życie trafiło do mam talent, a Hades, Tanatos i kto tam jeszcze do diabła może być powiedzieli ,,Przykro nam to nie to, trzy razy nie, spadaj. Nie trafisz na Pola Elizejskie, przecież pomagałaś temu ,,bohaterowi,, Percy'emu Jacksonowi, pomęcz się trochę na świecie,,
    Długo ukrywałam mój zły stan. Przecież to nic takiego, przejdzie mi, to pewnie tylko wzdęcia, powtarzałam sobie. Ale kogo ja chciałam oszukać? Mój stan z dnia na dzień pogarszał się. Nikt nic nie wie, nikt nie wtranżala nosa w nie swoje sprawy. Może jedna na milion osób widziała co się ze mną dzieje i na pewno nie był to nikt kto by się tym przejął. To mnie łapało i puszczało jak potwór bawiący się zabawką, jedzeniem, a przecież mama powtarzała ,,nie baw się jedzeniem tylko jedz,, mamy trzeba się słuchać! Wszystko działo się nagle, natychmiastowo. Rano rozboli, powiem, że zjadłam coś co mi zaszkodziło, wieczorem? To na pewno wina kolacji, a popołudniu... Mam rozwolnienie, daj mi spokój! 
    Ale koniec z oszukiwaniem się. 
    Chwyciłam za telefon i wystukałam numer.
- Annie, odbierz!- nic
    Ach, westchnęłam kilka razy i po raz kolejny wystukałam numerek.
-Sindy, jesteś w domu?
-To dobrze, co u ciebie?
-Wszystko dobrze?
-Masz czas?
-Wyszłabyś na spacerek.
-To świetnie, będę za parę minut.
-Tęskniłam, papatki.
Nina
-Czyli chcesz iść ze mną do Hadesu ratować Annabeth?- wow geniusz.
-Właśnie to powiedziałam
-Czyli...
-Tak, o to mi chodzi.
-Ale wiesz...
-Na Zeusa! Tak, o to mi chodzi. Pójdę do Hadesu, uratuję twoją laleczkę i jeśli nie przestaniesz mi irytować to zabiję ją jeszcze raz, a pewnego głupka zostawię na deser.
- (...) - chwila ciszy- Wciąż nie rozumiem dlaczego chcesz mi pomóc... Przecież to nie logiczne!-
-Wiesz co jest nie logiczne? To, że ty...
- Tak, wiem. Każdy mi to mówi.
-Więc rusz zadek. Jutro wyruszmy na misję. Możesz wziąć kogoś... Kogo zechcesz. I pamiętaj kto tu dowodzi.
-Ja?- uśmiechnął się, jakby zupełnie zapomniał, że jego dziewczyna zginęła. 
     Ruszyłam w stronę obozu półbiegiem. Przy okazji palnęłam go w łepetynę. Podbiegłam do ciała zmarłej córki Ateny. Wyglądała jakby w każdej chwili mogła wstać i mnie zaatakować, uklękłam przy jej ciele i zastanawiałam się czemu nikt przy niej nie stoi. Trzeba wyprawić jej należyty pogrzeb, jeśli nie trafi do Hadesu, nie będziemy mieli nawet szansy jej wyciągnąć. Dotknęłam jej. Moją rękę przeszył palący ból, jej ciało zaczęło mrugać. Odruchowo odskoczyłam, gdy córka Ateny zacisnęła usta, jakby coś ją bolało. Na ręce wytatuował się napis. 
-Proszę, nie. Tu mi dobrze.- przeczytałam na głos.
    Mnie nie nabierzesz Charonie, wiem że to ty. Skąd? To absolutnie nie twoja sprawa.
Charlie
    Usiadłem na skórzanym obrotowym krześle. Ostrożnie potarłem skronie i orłem się o biurko z drewna bukowego, zmrużyłem oczy i zastanowiłem się jeszcze raz co zrobić. Idzie do Hadesu... Idiotka! Wiadomo, że Hades odeśle ją do krainy zmarłych... Ale jeśli tego uniknie... Nie mogę ryzykować! 
-Mery!
-Tak, panie?- do komnaty weszła brązowo włosa dziewczyna
-Ten szpieg z obozu. Ta Carmen, córka jednej z Mache (mitologii greckiej były to bóstwa (demony), a także personifikacje walki i bitwy) . Połącz mnie z nią, masz drachmę?
-Oczywiście.
    Do małej fontanny Mary wrzuciła drachmę. Wypowiedziała magiczne słowa i jak na ekranie telewizora zobaczyłem Carmen.
-Moja droga, pamiętasz jak mówiłaś, że zrobisz wszystko, aby zniszczyć Obóz Herosów?
-Tak- uśmiechnęła się pokazując śnieżnobiałe, olśniewające zęby.
-Możesz się wykazać. Ta butelka, którą ci dałem. Pomóż tej nowej Ninie w przygotowaniu do misji, do nektaru wlej buteleczkę, którą dałem ci wczoraj... Dopilnuj, aby wypiła to tylko ona.
-Oczywiście panie.
-I się zabij.
-Co?!
-Nie podnoś głosu! Zabij się i swoją siostrę. Ja was wyciągnę, nie martw się. Tylko musisz błagać Hadesa o życie tak długo, aż tamci do was dotrą.
-Jak każesz.

Jak zawszę proszę was, abyście komentowali.

niedziela, 29 marca 2015

6 Rozdział

Nina
-Spadaj! Właśnie miałam zabić tego szczeniaka!- krzyknęłam jej prosto w twarz.
-Uspokój się, jeśli go zabijesz to ty będziesz niewychowanym szczeniakiem.- powiedziała ze spokojem.
-Posłuchaj, zejdź mi z drogi albo...
-Zabijesz ją jak moją Annie?!- przerwał mi ten wredny, niewychowany, głupi, debilny samiec!
    Dopiero teraz zauważyłam, jak bardzo musiałam go zranić. Ta dziewczyna była jego całym światem. Widziałam jak się o niego troszczyła, jak martwiła się, że mogło mu się coś stać kiedy trafiłam go strzałą. Musiałabym nie mieć serca, żeby ślepo zapatrzyć się w siebie nie myśląc, że mogłam mu zrobić krzywdę... Taką która nigdy się nie wyleczy... Wiem jaki to ból. Straciłam bliską osobę, dlatego zostałam Łowczynią. Myślałam, że o nim zapomnę, ale nie ma takiej opcji. O dawnej miłości, o szalonej miłości, dla której zrobiłoby się wszystko... Nie mogę o tym zapomnieć. O tym jak... Kogo chcę oszukać?
    Miał na imię Leo (nie chodzi o Valdeza XD). Pochodził z Ukrainy, był moim narzeczonym. Mnie porwano jako niewolnice, a on chciał mnie odszukać. Nie pamiętam dokładnie... Straciłam pamięć po tym jak zginęłam, ale po paru latach siedzenia w tym stęchłym pomieszczeniu zwanym Polami Elizejskimi zdecydowałam, że przejdę Reinkarnację, myślałam, że będę zwykłą osobą. Ale nigdy nic nie idzie po mojej myśli. Zaczęłam sobie coś przypominać... Imię, głos i... To właściwie wszystko. Wiem, że on zginął, a wszystko przez...
    Odskoczyłam gwałtownie kiedy przypomniałam sobie jego imię... On tu jest...
-Ibrachim...- wyszeptałam tajemniczo- Charlie.... Zemszczę się.
Percy
-Co?- zapytała dziewczyna, która zagrodziła drogę Ninie.
    Nina ewidentnie ją znała i musiała ją lubić, bo nie zabiła jej kiedy ta przeszkodziła jej w planach zabicia kolejnej osoby. Miała czarne, proste włosy spięte w luźną kitę i brązowe oczy.
    Co? Wymagacie ode mnie jakiegoś bardziej rozbudowanego opisu postaci? Mi wystarczy, że wysiliłem się na tyle, że przeczytałem napis na jej koszulce. Dla dyslektyka to wyczyn godny mistrza... Dziewczyna była młoda... Miała może trzynaście lat? Czternaście?
   Spod jej stóp ulatniała się zielonkawa mgła. Nie myła nóg...? Coś mi to przypominało... Rozłożyła dłonie w geście pojednania, a jej gałki oczne wywróciły się do góry nogami. Zachwiała się i prawie upadła, ale ją przytrzymałem. No przecież...!
   Chciałem puknąć się w mój zakuty łeb, ale bym ją upuścił. Dziewczyna zaczęła coś mamrotać i w końcu usłyszałem przerażający wierszyk:
Przyrody dziecię na wyprawę ruszy,
Nie zniesie tych męk, katuszy,
Czy zdołałaś przeczekać?
Nie myślałaś by uciekać?
Torturą zostaniesz strasznym poddana,
Gorącym ognia próbie zostałaś oblana,
Ale się nie martw, zbawienie na pomoc ruszy szybko,
Wpadłaś w welonu korytko,
I wszystko zniknie, jakoby sen,
Będziesz spokojna jeśli zjesz len.
    Popatrzyłem z przerażeniem na dziewczynę.
-Kim...Kim jesteś?
-Heh-zaśmiała się- Mam na imię Emilia. Jestem przyszłą Wyrocznią Delfijską.
    Jej mroźny uśmieszek na twarzy sprawił, że temperatura w okół mnie spadła poniżej zera. Przyszła Wyrocznia... Czy ona chce zrobić coś Rachel?
Emilia
Nie jestem Herosem i nigdy nie byłam,
Ale zawsze o tym marzyłam,
Uwielbiam rymować,
I niczym się nie przejmować,
Zostanę Wyrocznią,
Która do słońca poleci lotnią.


Kocham Apolla,
Kocham go szczerze, 
Dlatego piszę mu wiersze, 
Nie tylko z rymami,
A także białe,
Nie wiesz co to znaczy?
To zażyj marihuanę.


Rak to zła choroba,
ale ja jestem od niej jeszcze gorsza,
A co jeśli połączyć te dwie zmory,
By osiągnąć cel upragniony?
Biedny rudzielec zachoruje,
Na morskiego skrzypka,
Ja jej trochę pomogę,
Znacie mnie,
To ja,
Przeciwieństwo sumienia.



No więc rozdział mimo kary jest. Jeszcze raz bardzo proszę o dodawanie komentarzy. Jeśli nie masz konta to dodawaj jako anonim. W poprzednim poście jest instrukcja. Dziękuję bardzo tym osobą, które skomentowały. Jeśli mogę poprosić ten post też skomentujcie i wszystkie następne, abym miała pewność, że nie przestaliście czytać.

czwartek, 12 marca 2015

5 Rozdział

Charlie
    Powoli zbliżałem się do Obozu Herosów, nie ukrywam byłem podekscytowany. Jak na razie wszystko szło po mojej myśli, ale byłem zdekoncentrowany. Cały czas myślałem czy na prawdę jestem tak okrutny aby ją zabić? Niczym nie zawiniła, była tylko wierna swojej pani. Może gdybym trochę nagiął historię, gdybym jej nie zabijał tylko... Nie zrobię tego, nigdy. Zabijam tylko wtedy kiedy nie mam już wyjścia, choć... Nie! Nigdy nie zabijam niewinnych! Chociaż gdyby się tak zastanowić... Koniec z tym, nie będę marnował czasu na myślenie co zrobić, niech ona sama zadecyduje. Wziąłem dwie buteleczki, jedną z błyszczącym, złocistym płynem i drugą z ciemno-niebieską, dziwaczną zawartością. Jedna ją zabije, druga odetnie od rzeczywistości na zawsze. Zaśmiałem się nerwowo, sam bałem się trochę bardziej niż nie które sługusy. Ja jeden wiedziałem co czai się w tych buteleczkach i tylko ja wiedziałem co się stanie jeśli nie ona je wypije. Może ktoś się pomyli i wypije jej porcję...? Gdyby to trucizna wylądowała w jego lub jej żołądku, nie byłoby tak źle, tylko jego płuca roztrzaskały na miliony kawałków, a on lub ona zacząłby lub zaczęłaby dusić się własną krwią. Ale gdyby ktoś był tak głupi, że wypiłby zawartość drugiej butelki... Nie mogę o tym myśleć, muszę dopilnować, żeby tylko i wyłącznie ona. Ręką zawołałem jednego z moich przydupasów i szepnąłem mu rozkazy na ucho.

Thalia
    Otworzyłam oczy najszerzej jak się dało. Tego się nie spodziewałam, mimo wszystko to była moja wina. Może i Artemis mi kazała i to Nina ją zabiła, ale ja się na to zgodziłam, ja wydałam rozkaz, ja ją wygoniłam.
-Czyli... Annabeth nie żyje? 
-Tak, myślałem, że powinnaś się tego dowiedzieć- powiedział Apollo.
-Ale skąd wiesz? Jak się dowiedziałeś?
-Miałem małą sprawę do... Ykkhymm- kaszlnął lub odchrząknął. Sama nie byłam pewna.- To znaczy, jestem bogiem wyroczni. To oczywiste, że o tym wiem!
-Do kogo miałeś sprawę?
-Nina była dobrą wojowniczką i Łowczynią. Zdolną i utalentowaną córką Demeter, wyjątkową. Myślisz, że moja siostra od tak by się jej wyrzekła? Myślisz, że nie maczałem w tym palców.
-A, ta strzała... Ty ją źle pokierowałeś. Nina by nie spódłowała! 
-Masz rację, to ja.
-Żabiłeś moją przyjaciółkę!- otarłam rękawem łzy ściekające po moich policzkach- Zabiłeś ją!
    Rzuciłam się na boga, ale ten zniknął i uderzyłam głową o zimną ziemię na której jeszcze nie dawno stał Apollo.
Percy
    Gniew wypełniał całe moje ciało. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że moja towarzyszka (i w walce i w życiu) została zabita przez tę... Co ona sobie myśli?! To moja Annie i tylko ja mogę ją zabijać! Zaraz, co? Nie to miałem na myśli, znaczy... Nie chciałem tego powiedzieć! Nigdy bym jej nie zabił! Ale teraz wszystko stracone i to wszystko jej wina, ale ja tak łatwo nie odpuszczę. I choć dziwnie to brzmi w moich ustach, Atena mnie poprze.
-Co mówiłeś?! Powtórz! Że ja niby jestem tchórzem?!- krzyknęła zabójczyni. Jak ona śmie...
-Poniesiesz konsekwencje za swój czyn!- wyciągnąłem długopis z mojej kieszeni i zdjąłem zatyczkę. W mojej dłoni pojawił się Orkan.
Nie zawiedź mnie, przyjacielu. Jesteś mi teraz bardziej potrzebny niż kiedykolwiek.-pomyślałem.
-To walcz skoro tego pragniesz, życia twojej dziewczyny i tak już nie przywrócisz!
- Nie dziwię się, że Artemida cię nie chciała. Nie potrafisz celować!
    Musiałem ją bardzo wkurzyć bo ruszyła na mnie jak byk. Brakowało jej tylko obłoczków dymu z nosa, bo twarz miała tak czerwoną jakby całe życie kłuto ją rozżarzonym ogniem. Wyciągnęła dwa ukryte sztelety i trzymając je w zębach, wyciągała miecz. Ile ona tego ma? Z wyprostowanym mieczem ruszyła na mnie, ale drogę zagrodziła jej...

Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale nie mam  zbyt wielkiej motywacji. No weźcie skomentujcie, czuję się taka samotna. Mam uczucie jakby nikt tego nie czytał, a miejmy nadzieję, że to nie prawda  :( Proszę skomentujcię. Nie musicie mieć konta!!!!!!! Po prostu napiszcie ,,Czytam i <coś tam coś> tam gdzie jest miejsce na kom. Potem przy napisie ,,dodaj jako,, wybierzcie Anonim i  wyślijcie. Proszę :*

wtorek, 10 marca 2015

4 Rozdział

Annabeth
     To wszystko stało się tak szybko. Niby nie szkodliwa, ze złamanymi żebrami, a jednak... Clarisse ciągnęła glonomóżdżka... Chciałam tylko krzyknąć, żeby go puściła, ale ona zrobiła to zanim zdołałam chociażby mrugnąć. Ta ostra strzała przecinająca moją tchawicę... Wszystkie głosy dochodziły z daleka, jakby pomiędzy mną, a innymi stała nie widzialna ściana. Moja pierś poruszała się gwałtownie, starając się nabrać w powietrze, na nic, ale to nie mówiło mi, że umrę. Myślałam tylko ,,Hej, jestem córką Ateny, pomocnicą i dziewczyną najpotężniejszego Herosa, pogromcy Kronosa. Jestem grupową domku Ateny i należę to pierwszej khorty w Nowym Rzymie. Jestem jedyną dziewczyną bez mocy, z Wielkiej Siódemki. Ja pokonałam Arachne, nie mogę zginąć. Taka zwyczajna Łowczyni nie może mnie zabić. Nie zginę w taki sposób,,. Przeliczyłam się, duszące uczucie i ten ból jakby Leo podpalił moją pierś. Przed oczami pojawiały się krwiste plamy, krew wylewała się ze mnie strumieniem, chłodząc moje ciało. Ciemność zastała i już wiedziałam, że nigdy już nie ujrzę światła dziennego. Mimo że moje oczy otulała ciemność wiedziałam, że czyjeś czarne skrzydła, skrzydła Tanatosa, zasłoniły to ziarenko nadziei, że jednak przeżyję. Zimne ręce dotknęły mojej skóry, zimny pot oblał moje całe ciało i puls przestał pulsować, a krew już nie płynęła. Skóra zrobiła się śnieżno biała i zimna. Poczułam jak wszystkie ludzkie problemy mnie opuszczają, ciało i dusza się rozdzielają, ból znika. Ciemna postać zastąpiła mi drogę tam gdzie wcale nie chciałam iść.
-Słucham, panno Chase? Co tym razem wymyślisz, abym cię przepuścił?
- Charonie...
Nina
    Co ja zrobiłam? Jak mogłam chybić? Nigdy mi się to przytrafiło... Taka musiała być wola bogów, to oni pokierowali strzałę w złym kierunku. Nie myślałam zbyt długo i po prostu uciekłam, moje nogi same poruszały się i kierowały w stronę wyjścia. Źle zrobiłam, ale jeśli ma przeżyć, przeżyje. Jeśli nie, żadne łzy i przeprosiny tego nie zmienią. Wiedziałam o tym, więc po jakiego grzyba łzy cisnęły mi się do oczu? Odwróciłam się i spojrzałam na trafioną srogim wzrokiem, jakbym chciała spiorunować moje oczy, ale niestety nie miałam lustra. Miałam za złe sobie nie to, że ją postrzeliłam, ale to, że bardziej rozpaczam, że nie trafiłam, niż że ją zabiłam. Może coś zrobiłam, czymś zawiniłam, a Artemida wygoniła mnie ze swojej ,,rodziny,, i prawdopodobnie to ona nakierowała moją strzałę w złym kierunku. Czym zawiniłam? Co takiego jej się nie spodobało?
-Czekaj!- krzyknęła Clarisse tym głosem przywódcy, silniejszym, dla wojowniczki, od czromowy. Prawie się jej posłuchałam gdyby nie lodowaty głosy syna Posejdona.
-Zabiłaś ją!- krzyknął- Co ona ci zrobiła! Nie tchórz! Przyjdź tu i ponieś konsekwencje!
    Tego było za wiele. Już nie wiedziałam co myśleć, ani robić. Najpierw Artemida wygoniła mnie, wygnała... Potem byłam ścigana i połamałam żebra, a na dodatek, jakby jeszcze tego było mało, Apollo mi pomógł. Mój wróg, mi pomógł. Teraz dodatkowo zabiłam córkę Ateny, niewinną kobietę, a ten gnój jeszcze mi rozkazuję? Jak on śmie. 
    Stanęłam w miejscu i powoli się odwróciłam, biegł w moją stronę. Czekałam, ponieważ wiedziałam, że im bliżej obozu będziemy walczyć tym moje szansę na wygraną tej  bitwy są bardziej nikłe, tam jest jezioro, woda. Mi do wygranej wystarczy świeże powietrze i natura.
Clarisse
    Nigdy nie zgadniecie co ten debil zrobił. Byłam tak podbuzowana, że nawet nie zareagowałam, przecież ona zabiła moją przyjaciółkę! Jedyne co wtedy myślałam, to nie miłe groźby, bo czy ,, Szczerze ci życzę, abyś za te Zbrodnie, zginęła w najgorszych warunkach, najgorszą śmiercią w obskurnym pomieszczeniu, a po śmierci trafiła do Tartaru na Pola Kar i żeby ta kara była bardziej surowa niż kara Syzyfa,, jest miłą groźbą? Zastanówmy się co glon wymyślił, że jest to tak debilne?
    Więc zacznijmy od początku. Natarł na byłą Łowczynie, nie wiem czy on zdaje sobie sprawę z tego, że Thalia przekazując nam wiadomości o ,,nowo przybyłej,, powiedziała, że Artemida stwierdziła, że Nina ma przed sobą wielką przyszłość i może uratować świat (wątpię), a życie jako wojownicza feministka nie jest bezpieczne. Jak wspominałam jest wojowniczą feministką i to jak ten głupek ją wyzywał na pewno jej się nie spodobało. Nie odpuści bo ,,samiec,, ją obraził. Ona ,,pokarze kto tu rządzi,, ma swój honor i będzie walczyła z nim tak długo aż, albo ona, albo on nie zginą. Jeśli ona zginie cały świat może pójść w jej ślady, jeśli zginie synulek muszlo-broda... Właściwie on też wiele razy uratował świat... Nie mówię, że jest nie zastąpiony, bo cudowna córka Aresa, boga wojny, jedyna dziewczyna, która przejechała się rydwanem mojego tatuśka... Nie ważne. Po prostu zrobił ogromną głupotę. 
    Ja też się wykazałam, zamiast coś zrobić stałam w miejscu zaciskając pięści i złorzecząc jej. 

piątek, 6 marca 2015

3 Rozdział

Rachel
    Usiadłam na drewnianym krześle. Bóg, a nie potrafi zagwarantować wygody. Ostre drżazgi wbijały mi się tam gdzie światło nie dochodzi, widać było, że Elle i Tysona ten dyskomfort także irytował, bo herpia unosiła się w powietrzu, a cyklop wiercił się i mamrotał ,,masło orzechowe, myśl o maśle,,. Postanowiłam, że nie będę siedziała na tej belce na nogach, więc wstałam i z góry przyglądałam się pracy, którą wykonuje Apollo.
-Mówisz, że uciekła...- wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, tyle wiem od Ann.
-Wiele się o niej nie dowiemy, prosiłem ojca o zabicie Pytona, ale on tylko kręci głową i wspomina, że to mój wróg i on umywa od tego ręce.
-Moglibyśmy poprosić innych bogów o pomoc. I herosi też by pomogli.
-Ale kto sprzeciwi się woli mego ojca.
-Masło orzechowe, masło orzechowe- przerwał nam syn Posejdona.
- ,,I wten Demeter po radę do Hekate się udała, by wieści o swej córze Korze jej podała,,.- Ella zacytowała mit o Demeter i Korze.
-Ale Demeter nie ma z tym nic wspólnego.- zniszczył dumę Elli Apollin.
-Jej matka, matka tej Heroski mogła by pomóc, coś doradzić... I Artemida może by coś zrobiła...
-Moja siostra nie bez powodu ją odesłała, jeżeli coś...
-Warto ją poprosić.- wtrąciła się Rachel.
-Jest!- krzyknęła Ella i z ogromnym zaciekawieniem na twarzy wysłuchaliśmy przepowiedni, którą przeczytała nam Harpia.
Percy
-Och, cześć Rachel.- zarumieniłem się.
-Wybacz, może powinnam zadzwonić później?- jej twarz była niemal tak czerwona jak jej włosy.
-Nie, zaczekaj chwilę.
    Poszedłem do łazienki. Może powinienem zrobić taki alarm jak Dionizos? Nie jest zbyt komfortowo kiedy dziewczyna, która jest wyrocznią (fakt, że kiedyś się całowaliśmy pomińmy) widzi cię w samych bokserkach, bo ważą się losy świata (może, miejmy nadzieje, że nie, ale mówiła, że to ważne) i akurat w tym momencie zadzwoniła Iryfonem. Pośpiesznie założyłem spodnie i wychodząc z łazienki zakładałem obozową koszulkę.
-Więc, co się stało?- Rachel dalej była czerwona.
-Ta nowa Łowczyni...- nie mogła dobrać słów- Musicie się dowiedzieć kim jest jej matka. 
-Skąd wiesz, że to matka?
-Apollo mówił, że zna jej ojca, ale on nie jest wtajemniczony do naszych... Boskich spraw- ciężko było jej wymówić słowo ,,naszych,,
-Okej, jak najszybciej cię zawiadomię.- chciałem ja najszybciej zakończyć tę rozmowę, Rachel chyba też.
    Dziewczyna jest spoko. Mogłaby być dobrym kumplem, ale nawet gdyby... Wyobraźcie sobie, że zakumulowałbym się z nią, a Annie. Byłaby zazdrosna tak jak kiedyś, a Rachel... No powiedzmy, że jej ojciec nie zbyt mnie polubił.
    Z moich rozmyślań wybiła mnie Clariss.
-Choć głąbie, bo wariatka się budzi i zaraz zrobi nam niezłą awanturę.
Nina
    Po otwarciu oczu zobaczyłam mnóstwo spoglądających na mnie gapiów. Przeleciałam wzrokiem ich twarze  i nadal nie byłam pewna czy ON tam jest. Nie pytajcie o niego, moja wcześniejsza reakcja była normalna jak na Łowczynie. Muszę się odzwyczaić, zrozumieć, że już nią nie jestem. W jednym momencie zrozumiałam co muszę zrobić, ale ich jest zbyt dużo... Jeśli teraz ucieknę... Będą w szoku, że jestem zdrowa więc da mi to jakieś 3 sekundy bonusu. Na chwycenie mojego łuku stracę jakieś 2 sekundy, a na podpalenie strzały greckim ogniem, który mam w plecaku, 4 sekundy. Nie wyrobię, biegam z prędkością jakichś 40km/h, a tamta Clariss, jeszcze raz przejrzałam wszystkie twarze. Jej tu nie ma, spytacie skąd wiem jak ma na imię. Powiedzmy, że Łowczynie mają kilka...Hym szpiegów w... Prawie wszędzie. Annabeth? Kuśtyka, to ślad po skręconej kostce. Nie dogoni mnie, ale jest tyle osób, że nie pozwolą mi przebiec. 
-Chcę się przejść. Do ogrodu.- Ciężko wstałam, symulując ból w kostce. Specjalnie upadłam i ręką zawołałam najgrubszego grubaska, którego zauważyłam. -Pomóż mi.
   Pulpecik wstał i podszedł do mnie. Oparłam się o jego ramię i kazałam iść w stronę wyjścia, mówiąc, że chcę iść do ogrodu, do którego prowadziła ta sama ścieżka co do wyjścia. Mój plan prawie by się udał gdyby nie ta cholerna (sorry za słownictwo, ale pasuje mi do Niny. Ja na co dzień się tak nie wyrażam) córunia Aresa. Ciągnęła za pomarańczową bluzkę obozu Herosów syna Posejdona, tego którego prawdopodobnie postrzeliłam. Zrozumiałam, że mój plan jest beznadziejny, bo nawet gdyby nie ona to jak miałabym wrócić się po strzały? 
-Zwariowaliście!- puściła Percy'ego, który zarył twarzą w ziemię- Puszczacie ją, ślamazary? Łapać ją!
    Nie pomyślałam, po prostu to zrobiłam. Zadziałałam pod wpływem emocji, czego jeszcze nigdy nie robiłam. To nie pasowało, ani do roli Łowczyni (byłej), ani do roli córki, mojej matki. Znokautowałam wysokim kopniakiem stojącego nie daleko łucznika i po prostu strzeliłam. Strzeliłam w nią, w nią celowałam. Chybiłam, nie trafiłam do niej. Strzała poleciała w kierunku blondynki, córki Ateny. Strzała poleciała w stronę Annabeth. Jak mogłam to zrobić, widziałam to, zrobiłam to nie winnej dziewczynie, zabiłam ją .