piątek, 10 lipca 2015

8 Rozdział

Nina
    Czułam, że to nie Ann. Może jakoś specjalnie jej nie poznałam, ale błagam to oczywiste. Ktoś kto sprzeciwia się swojej matce, bo kocha jakiegoś kolesia musi być na prawdę zakochana. Nie poświęciłaby go dla spokojnego życia w Hadesie. Po całym Olimpie rozniosła się wiadomość, że Annabeth Chase, Percy Jackson i Grover weszli do Hadesu. W każdych wiadomościach na TVO, Telewizja Olimpijska, jakaś Nimfa gadała, że utopili się w wannie, a Charona spotka kara. Nie wiadomo jaka, kiedy reporterka weszła do Hadesu zrobić wywiad z Hadesem utopiła się w Styksie, cóż, tak bywa kiedy do TVO na reporterki biorą puste lalunie. 
    Charon musi być na nią wściekły, to logiczne. Muszę pomóc temu debilowi pospolitusowi, czyli w języku Łowczyń samcowi. Po prostu wzięłam Annabeth, lub to czym kiedyś była, i zaniosłam do ogrodu Dionizosa, trzeba było korzystać z jego nieobecności. Położyłam ją pod winoroślą i przykryłam dużymi liśćmi winogron, korzystając z okazji zerwałam gałązkę i wyrzucając w powietrze soczystą kuleczkę złapałam ją w usta. 
    Ruszyłam w stronę mojego ,, nowego domu,,. Jak wcześniej wspomniała Thalia, mieszkam nie w domku nr. 4, domku Demeter, lecz w Wielkim Domu. Wdrapałam  się na górę i zamiast iść do swojego pokoju i przygotować się na misję, weszłam na strych. Mocno naciskałam na każdy szczebel drabiny, aby upewnić się, że wytrzyma mój ciężar, wytrzymała. Światło wpadało do pomieszczenia, powietrze było tak gęste, że trudno było mi się dostać do NIEJ. Nogi uginały mi się i trzęsły jak galareta. Podeszłam do trupa i dotknęłam jego ramienia. Było sztywne, nie było wniej tyle energii co 70 lat temu. 
-Och, Sindy, dlaczego oni cię tu wciąż trzymają.
Charlie
    Dzisiaj, a może jutro dokonam dzieła. Zrobię to co chciałem zrobić od dawna, zabije ją. Wcześniej nie miałem skrupułów zabijać ludzi, teraz też nie będę miał. 
- Chica!- wezwałem mojego najzdolniejszego sługę. 
-Panie, nie ma Chicki!
    Do komnaty wszedł Locki. Jego pełne imię brzy Lockesh, ale to imię brzmi władczo, jakby jego posiadać był kimś wielkim, a Locki jest nieudacznikiem, nic nie potrafi zrobić.
-Gdzie jest?
-Wyszedł, powiedział, że jeśli będziesz chciał zrobić...To co chcesz zrobić- rozejrzał się po pomieszczeniu jakby ktoś nas podsłuchiwał i mrugną do mnie.- to każ zrobić to mi :)
-Locki! 
-Ale panie, to prawda!
- A więc zrób to co masz zrobić, fiolka z trucizną jest w tej walizce :0
-Jakiej.
-TEJ- zaakcentowałem to słowo i w myślach strzeliłem mega facepalma.- Idź już!
Clarisse
    Jutro ta ,,Łowczyni,, i ten jakże ,,wspaniały,, syn Posejdona wyruszą na misję. Mieliśmy ucztę, a bardziej stypę z okazji śmierci Ann. Nimfy nie żałowały nektaru, a Łowczyni wypijała nieziemskie ilości tego trunku. Modliłam się, aby spłonęła, ale co? Gdyby to był alkohol już dawno film by się jej urwał, ale ambrozję  wypijała niczym wodę. Puchar, za pucharem, nawet ostrzeżenia jej siostry grupowej domku Merle nie działały. Dopiero po jakiejś godzinie skapnęłam się, że Nina zniknęła. Nie powiem, wystraszyłam się, podbiegłam do Merle:
-Gdzie twoja ,,kochana,, siostrzyczka?
-Ta szmaciara? Nie wiem może się spaliła. Dobrze by było. Wiesz co ta franca mi powiedziała? Że niby jak nie przestanę jej prześladować to odbierze mi władze w domku. Ach, co za samica psa.
     Merle nigdy nie panowała nad emocjami. Lepiej było nie wchodzić jej w drogę, była w stanie nawet się pociąć. Ale jest dobrą dziewczyną, dlatego jej nie lubię, nigdy nie przeklina, to że ,,suczka psa,, to i tak za dużo jak na nią. Pewnie w środku cała się trzęsie. Ja się jej nie dziwię, z tą jej siostrzyczką, kochaną nie łatwo jest wytrzmać. 
    TRZASK. Co to było? Odgłosy dochodzą ze strychu, jeśli ta blondi tam weszła, Chejron jej nie daruje.
Locki
    Cichaczem przedostałem się do Obozu Herosów, akurat mieli ucztę, więc nie powinienem mieć najmniejszych problemów z dodaniem tego do jej napoju. 
    Otworzyłem plecak i wyciągnąłem buteleczkę, podeszłem do stołu z ucztami i do pucharu stojącym przy krześle z napisem NINA wlałem zawartość butelki. Próbowałem uciec jak najszybciej, ale rozpętała się burza, burza wokół św. ogniska. Nad ogniskiem ukazała się piękna twarz, bogini roślin. Ach, a ten jej boski głos:
-,,GDZIE MOJA CÓRKA?!,,
    Każdy wie, że Merle jest ulubienicą Demeter, przynajmniej była przed pojawieniem się Niny. Pfff, każdy krzyczał tylko, gdzie merle! OMG pewnie znowu się pocięłą. Ale będą zdziwieni kiedy dowiedzą się, że chodzi o ,,Ninusie,, Ha ha.
    Mój pan będzie dumny, prawidłowo wykonałem zadanie.

Przepraszam

Herosi, kochani, przepraszam, że nie ma rozdziału. Ile to już miesięcy minęło? Nie miałam motywacji do pisania, postaram się jutro dodać rozdział, ale jak już mówiłam brak motywacji=brak weny. Proszę jeśli widzicie ten post skomentujcie go, napiszcie jakieś miłe słowa i jeśli chociażby jeden komentarz się pojawi choćbym miała o 2 w nocy pisać rozdział będzie na pewno jutro, więc jeśli jeszcze ktoś tu jest to proszę, skomentujcie.

niedziela, 5 kwietnia 2015

7 Rozdział

Annabeth
-Charonie... Ja...
-Zamilcz! Nie chcę słuchać twoich wymówek! Co? Teraz też załatwisz mi nowy garniturek? Nie, nie ja się nie dam tak nabrać. Masz drachmę?- zapytał chytrze
-Jeszcze nie wyprawiono mi pogrzebu...- zawahałam się
-I nie wyprawią! Ja już tego dopilnuje!
-Ale Charonie... Co ja ci takiego zrobiłam?
-CO TY MI ZROBIŁAŚ?! A niech się zastanowię... WIESZ KTO JEST STRAŻNIKIEM HADESU?! Ja oczywiście.- potarł swój Francuski garniturek jakby chciał zepchnąć okruchy. - A każdy wie, że do Hadesu nie wolno wchodzić żywym. Chyba, że za pozwoleniem pana Hadesa- dodał szybko.
-Czy to nie Cerber pilnuje wejścia do Podziemia...? Przecież...
-Nie..., nie, nie, nie, nie! Widzisz te drzwi?- wskazał ohydnym pomarszczonym paluchem na złowieszcze drzwi.- To jest wejście do Hadesu. Te drzwiczki, otwierasz je i... HAPS! Atakuje cię to bydle, ale dopiero kiedy przejdziesz przez te drzwi i znajdziesz się w Hadesie ma prawo by porzuć twoje kości.
-Nadal nie rozumiem co ja ci zrobiłam? 
-Oczywiste jest jak i kogo kara Pan Podziemia jeśli nie chciany gość zahaczy o jego pałacyk!
    Pomyślałam chwilę. Czułam jakby każda część mojego ciała była przeżuwana przez Cerbera, a mój mózg zastąpił mu piłkę. Ale nie bez powodu byłam jedyną dziewczyną bez magii w wielkiej siódemce. Moją mocą jest mój umysł i tego się trzymajmy. Jeśli tylko uda mi się... Może gdybym... Poczułam się jak w szkole, kiedy macie przynieść na przykład igłę, ale jej nie wzięliście. Zawsze macie nadzieję, że ktoś wziął dwie i wam ją pożyczy.
-Hej! -zawołałam.- Ma ktoś drachmę?
    Zmarli obrzucili mnie żałosnym spojrzeniem.
-Myślisz, że gdybyśmy mieli, to byśmy tu siedzieli?
    Okej, czyli logiczne myślenie zawiodło... Może nie do końca logiczne. Ale gdybym... Phi. Czasem warto działać impulsywnie, nie? Chyba po to mam ADHD. Co by zrobił Percy ...? Nastraszyć ich, że jestem Herosem...? Nie to pewnie stare. A gdyby powiedzieć, że Dionizos... Ach nie mam Cola-y dietetycznej. Wiem! Na tak głupi pomysł nawet glonek by nie wpadł...
-Hej! Ludziska! Co tu tak sztywno? Rozkręćmy tą imprezkę! Uuuuchu!- nie zbyt wychodzi mi udawanie głupka, mimo że mam świetnego nauczyciela.- No co z wami?! Może jak rozweselimy troszkę Charona to nas przepuści...? Kto wie?!- oparłam się o blat na którym leżały wszystkie dokumenty Charona- Można płacić kartą?
Rachel
    Położyłam się na miękkim łóżku. Moje mięśnie rozluźniły się, a ja czułam się tak beztrosko jak jeszcze parę sekund przed poznaniem Percy'ego i bandy szkieletorów. Czyli wcale. Brzuch skręcał mi się z bólu i nie mogłam nic na to poradzić. Powoli przekręcałam głową w przód i w tył, a biedne kości szyjne tylko krzyczały tym swoim chropowatym głosikiem CHRUP CHRUP. Czułam się coraz gorzej i nic na to nie mogłam poradzić. Wakacje się kończył i oczywiście jak każda nastolatka byłam zrozpaczona i w ogóle... Ale to nie to. Czułam się jakby moje życie trafiło do mam talent, a Hades, Tanatos i kto tam jeszcze do diabła może być powiedzieli ,,Przykro nam to nie to, trzy razy nie, spadaj. Nie trafisz na Pola Elizejskie, przecież pomagałaś temu ,,bohaterowi,, Percy'emu Jacksonowi, pomęcz się trochę na świecie,,
    Długo ukrywałam mój zły stan. Przecież to nic takiego, przejdzie mi, to pewnie tylko wzdęcia, powtarzałam sobie. Ale kogo ja chciałam oszukać? Mój stan z dnia na dzień pogarszał się. Nikt nic nie wie, nikt nie wtranżala nosa w nie swoje sprawy. Może jedna na milion osób widziała co się ze mną dzieje i na pewno nie był to nikt kto by się tym przejął. To mnie łapało i puszczało jak potwór bawiący się zabawką, jedzeniem, a przecież mama powtarzała ,,nie baw się jedzeniem tylko jedz,, mamy trzeba się słuchać! Wszystko działo się nagle, natychmiastowo. Rano rozboli, powiem, że zjadłam coś co mi zaszkodziło, wieczorem? To na pewno wina kolacji, a popołudniu... Mam rozwolnienie, daj mi spokój! 
    Ale koniec z oszukiwaniem się. 
    Chwyciłam za telefon i wystukałam numer.
- Annie, odbierz!- nic
    Ach, westchnęłam kilka razy i po raz kolejny wystukałam numerek.
-Sindy, jesteś w domu?
-To dobrze, co u ciebie?
-Wszystko dobrze?
-Masz czas?
-Wyszłabyś na spacerek.
-To świetnie, będę za parę minut.
-Tęskniłam, papatki.
Nina
-Czyli chcesz iść ze mną do Hadesu ratować Annabeth?- wow geniusz.
-Właśnie to powiedziałam
-Czyli...
-Tak, o to mi chodzi.
-Ale wiesz...
-Na Zeusa! Tak, o to mi chodzi. Pójdę do Hadesu, uratuję twoją laleczkę i jeśli nie przestaniesz mi irytować to zabiję ją jeszcze raz, a pewnego głupka zostawię na deser.
- (...) - chwila ciszy- Wciąż nie rozumiem dlaczego chcesz mi pomóc... Przecież to nie logiczne!-
-Wiesz co jest nie logiczne? To, że ty...
- Tak, wiem. Każdy mi to mówi.
-Więc rusz zadek. Jutro wyruszmy na misję. Możesz wziąć kogoś... Kogo zechcesz. I pamiętaj kto tu dowodzi.
-Ja?- uśmiechnął się, jakby zupełnie zapomniał, że jego dziewczyna zginęła. 
     Ruszyłam w stronę obozu półbiegiem. Przy okazji palnęłam go w łepetynę. Podbiegłam do ciała zmarłej córki Ateny. Wyglądała jakby w każdej chwili mogła wstać i mnie zaatakować, uklękłam przy jej ciele i zastanawiałam się czemu nikt przy niej nie stoi. Trzeba wyprawić jej należyty pogrzeb, jeśli nie trafi do Hadesu, nie będziemy mieli nawet szansy jej wyciągnąć. Dotknęłam jej. Moją rękę przeszył palący ból, jej ciało zaczęło mrugać. Odruchowo odskoczyłam, gdy córka Ateny zacisnęła usta, jakby coś ją bolało. Na ręce wytatuował się napis. 
-Proszę, nie. Tu mi dobrze.- przeczytałam na głos.
    Mnie nie nabierzesz Charonie, wiem że to ty. Skąd? To absolutnie nie twoja sprawa.
Charlie
    Usiadłem na skórzanym obrotowym krześle. Ostrożnie potarłem skronie i orłem się o biurko z drewna bukowego, zmrużyłem oczy i zastanowiłem się jeszcze raz co zrobić. Idzie do Hadesu... Idiotka! Wiadomo, że Hades odeśle ją do krainy zmarłych... Ale jeśli tego uniknie... Nie mogę ryzykować! 
-Mery!
-Tak, panie?- do komnaty weszła brązowo włosa dziewczyna
-Ten szpieg z obozu. Ta Carmen, córka jednej z Mache (mitologii greckiej były to bóstwa (demony), a także personifikacje walki i bitwy) . Połącz mnie z nią, masz drachmę?
-Oczywiście.
    Do małej fontanny Mary wrzuciła drachmę. Wypowiedziała magiczne słowa i jak na ekranie telewizora zobaczyłem Carmen.
-Moja droga, pamiętasz jak mówiłaś, że zrobisz wszystko, aby zniszczyć Obóz Herosów?
-Tak- uśmiechnęła się pokazując śnieżnobiałe, olśniewające zęby.
-Możesz się wykazać. Ta butelka, którą ci dałem. Pomóż tej nowej Ninie w przygotowaniu do misji, do nektaru wlej buteleczkę, którą dałem ci wczoraj... Dopilnuj, aby wypiła to tylko ona.
-Oczywiście panie.
-I się zabij.
-Co?!
-Nie podnoś głosu! Zabij się i swoją siostrę. Ja was wyciągnę, nie martw się. Tylko musisz błagać Hadesa o życie tak długo, aż tamci do was dotrą.
-Jak każesz.

Jak zawszę proszę was, abyście komentowali.

niedziela, 29 marca 2015

6 Rozdział

Nina
-Spadaj! Właśnie miałam zabić tego szczeniaka!- krzyknęłam jej prosto w twarz.
-Uspokój się, jeśli go zabijesz to ty będziesz niewychowanym szczeniakiem.- powiedziała ze spokojem.
-Posłuchaj, zejdź mi z drogi albo...
-Zabijesz ją jak moją Annie?!- przerwał mi ten wredny, niewychowany, głupi, debilny samiec!
    Dopiero teraz zauważyłam, jak bardzo musiałam go zranić. Ta dziewczyna była jego całym światem. Widziałam jak się o niego troszczyła, jak martwiła się, że mogło mu się coś stać kiedy trafiłam go strzałą. Musiałabym nie mieć serca, żeby ślepo zapatrzyć się w siebie nie myśląc, że mogłam mu zrobić krzywdę... Taką która nigdy się nie wyleczy... Wiem jaki to ból. Straciłam bliską osobę, dlatego zostałam Łowczynią. Myślałam, że o nim zapomnę, ale nie ma takiej opcji. O dawnej miłości, o szalonej miłości, dla której zrobiłoby się wszystko... Nie mogę o tym zapomnieć. O tym jak... Kogo chcę oszukać?
    Miał na imię Leo (nie chodzi o Valdeza XD). Pochodził z Ukrainy, był moim narzeczonym. Mnie porwano jako niewolnice, a on chciał mnie odszukać. Nie pamiętam dokładnie... Straciłam pamięć po tym jak zginęłam, ale po paru latach siedzenia w tym stęchłym pomieszczeniu zwanym Polami Elizejskimi zdecydowałam, że przejdę Reinkarnację, myślałam, że będę zwykłą osobą. Ale nigdy nic nie idzie po mojej myśli. Zaczęłam sobie coś przypominać... Imię, głos i... To właściwie wszystko. Wiem, że on zginął, a wszystko przez...
    Odskoczyłam gwałtownie kiedy przypomniałam sobie jego imię... On tu jest...
-Ibrachim...- wyszeptałam tajemniczo- Charlie.... Zemszczę się.
Percy
-Co?- zapytała dziewczyna, która zagrodziła drogę Ninie.
    Nina ewidentnie ją znała i musiała ją lubić, bo nie zabiła jej kiedy ta przeszkodziła jej w planach zabicia kolejnej osoby. Miała czarne, proste włosy spięte w luźną kitę i brązowe oczy.
    Co? Wymagacie ode mnie jakiegoś bardziej rozbudowanego opisu postaci? Mi wystarczy, że wysiliłem się na tyle, że przeczytałem napis na jej koszulce. Dla dyslektyka to wyczyn godny mistrza... Dziewczyna była młoda... Miała może trzynaście lat? Czternaście?
   Spod jej stóp ulatniała się zielonkawa mgła. Nie myła nóg...? Coś mi to przypominało... Rozłożyła dłonie w geście pojednania, a jej gałki oczne wywróciły się do góry nogami. Zachwiała się i prawie upadła, ale ją przytrzymałem. No przecież...!
   Chciałem puknąć się w mój zakuty łeb, ale bym ją upuścił. Dziewczyna zaczęła coś mamrotać i w końcu usłyszałem przerażający wierszyk:
Przyrody dziecię na wyprawę ruszy,
Nie zniesie tych męk, katuszy,
Czy zdołałaś przeczekać?
Nie myślałaś by uciekać?
Torturą zostaniesz strasznym poddana,
Gorącym ognia próbie zostałaś oblana,
Ale się nie martw, zbawienie na pomoc ruszy szybko,
Wpadłaś w welonu korytko,
I wszystko zniknie, jakoby sen,
Będziesz spokojna jeśli zjesz len.
    Popatrzyłem z przerażeniem na dziewczynę.
-Kim...Kim jesteś?
-Heh-zaśmiała się- Mam na imię Emilia. Jestem przyszłą Wyrocznią Delfijską.
    Jej mroźny uśmieszek na twarzy sprawił, że temperatura w okół mnie spadła poniżej zera. Przyszła Wyrocznia... Czy ona chce zrobić coś Rachel?
Emilia
Nie jestem Herosem i nigdy nie byłam,
Ale zawsze o tym marzyłam,
Uwielbiam rymować,
I niczym się nie przejmować,
Zostanę Wyrocznią,
Która do słońca poleci lotnią.


Kocham Apolla,
Kocham go szczerze, 
Dlatego piszę mu wiersze, 
Nie tylko z rymami,
A także białe,
Nie wiesz co to znaczy?
To zażyj marihuanę.


Rak to zła choroba,
ale ja jestem od niej jeszcze gorsza,
A co jeśli połączyć te dwie zmory,
By osiągnąć cel upragniony?
Biedny rudzielec zachoruje,
Na morskiego skrzypka,
Ja jej trochę pomogę,
Znacie mnie,
To ja,
Przeciwieństwo sumienia.



No więc rozdział mimo kary jest. Jeszcze raz bardzo proszę o dodawanie komentarzy. Jeśli nie masz konta to dodawaj jako anonim. W poprzednim poście jest instrukcja. Dziękuję bardzo tym osobą, które skomentowały. Jeśli mogę poprosić ten post też skomentujcie i wszystkie następne, abym miała pewność, że nie przestaliście czytać.

czwartek, 12 marca 2015

5 Rozdział

Charlie
    Powoli zbliżałem się do Obozu Herosów, nie ukrywam byłem podekscytowany. Jak na razie wszystko szło po mojej myśli, ale byłem zdekoncentrowany. Cały czas myślałem czy na prawdę jestem tak okrutny aby ją zabić? Niczym nie zawiniła, była tylko wierna swojej pani. Może gdybym trochę nagiął historię, gdybym jej nie zabijał tylko... Nie zrobię tego, nigdy. Zabijam tylko wtedy kiedy nie mam już wyjścia, choć... Nie! Nigdy nie zabijam niewinnych! Chociaż gdyby się tak zastanowić... Koniec z tym, nie będę marnował czasu na myślenie co zrobić, niech ona sama zadecyduje. Wziąłem dwie buteleczki, jedną z błyszczącym, złocistym płynem i drugą z ciemno-niebieską, dziwaczną zawartością. Jedna ją zabije, druga odetnie od rzeczywistości na zawsze. Zaśmiałem się nerwowo, sam bałem się trochę bardziej niż nie które sługusy. Ja jeden wiedziałem co czai się w tych buteleczkach i tylko ja wiedziałem co się stanie jeśli nie ona je wypije. Może ktoś się pomyli i wypije jej porcję...? Gdyby to trucizna wylądowała w jego lub jej żołądku, nie byłoby tak źle, tylko jego płuca roztrzaskały na miliony kawałków, a on lub ona zacząłby lub zaczęłaby dusić się własną krwią. Ale gdyby ktoś był tak głupi, że wypiłby zawartość drugiej butelki... Nie mogę o tym myśleć, muszę dopilnować, żeby tylko i wyłącznie ona. Ręką zawołałem jednego z moich przydupasów i szepnąłem mu rozkazy na ucho.

Thalia
    Otworzyłam oczy najszerzej jak się dało. Tego się nie spodziewałam, mimo wszystko to była moja wina. Może i Artemis mi kazała i to Nina ją zabiła, ale ja się na to zgodziłam, ja wydałam rozkaz, ja ją wygoniłam.
-Czyli... Annabeth nie żyje? 
-Tak, myślałem, że powinnaś się tego dowiedzieć- powiedział Apollo.
-Ale skąd wiesz? Jak się dowiedziałeś?
-Miałem małą sprawę do... Ykkhymm- kaszlnął lub odchrząknął. Sama nie byłam pewna.- To znaczy, jestem bogiem wyroczni. To oczywiste, że o tym wiem!
-Do kogo miałeś sprawę?
-Nina była dobrą wojowniczką i Łowczynią. Zdolną i utalentowaną córką Demeter, wyjątkową. Myślisz, że moja siostra od tak by się jej wyrzekła? Myślisz, że nie maczałem w tym palców.
-A, ta strzała... Ty ją źle pokierowałeś. Nina by nie spódłowała! 
-Masz rację, to ja.
-Żabiłeś moją przyjaciółkę!- otarłam rękawem łzy ściekające po moich policzkach- Zabiłeś ją!
    Rzuciłam się na boga, ale ten zniknął i uderzyłam głową o zimną ziemię na której jeszcze nie dawno stał Apollo.
Percy
    Gniew wypełniał całe moje ciało. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że moja towarzyszka (i w walce i w życiu) została zabita przez tę... Co ona sobie myśli?! To moja Annie i tylko ja mogę ją zabijać! Zaraz, co? Nie to miałem na myśli, znaczy... Nie chciałem tego powiedzieć! Nigdy bym jej nie zabił! Ale teraz wszystko stracone i to wszystko jej wina, ale ja tak łatwo nie odpuszczę. I choć dziwnie to brzmi w moich ustach, Atena mnie poprze.
-Co mówiłeś?! Powtórz! Że ja niby jestem tchórzem?!- krzyknęła zabójczyni. Jak ona śmie...
-Poniesiesz konsekwencje za swój czyn!- wyciągnąłem długopis z mojej kieszeni i zdjąłem zatyczkę. W mojej dłoni pojawił się Orkan.
Nie zawiedź mnie, przyjacielu. Jesteś mi teraz bardziej potrzebny niż kiedykolwiek.-pomyślałem.
-To walcz skoro tego pragniesz, życia twojej dziewczyny i tak już nie przywrócisz!
- Nie dziwię się, że Artemida cię nie chciała. Nie potrafisz celować!
    Musiałem ją bardzo wkurzyć bo ruszyła na mnie jak byk. Brakowało jej tylko obłoczków dymu z nosa, bo twarz miała tak czerwoną jakby całe życie kłuto ją rozżarzonym ogniem. Wyciągnęła dwa ukryte sztelety i trzymając je w zębach, wyciągała miecz. Ile ona tego ma? Z wyprostowanym mieczem ruszyła na mnie, ale drogę zagrodziła jej...

Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale nie mam  zbyt wielkiej motywacji. No weźcie skomentujcie, czuję się taka samotna. Mam uczucie jakby nikt tego nie czytał, a miejmy nadzieję, że to nie prawda  :( Proszę skomentujcię. Nie musicie mieć konta!!!!!!! Po prostu napiszcie ,,Czytam i <coś tam coś> tam gdzie jest miejsce na kom. Potem przy napisie ,,dodaj jako,, wybierzcie Anonim i  wyślijcie. Proszę :*

wtorek, 10 marca 2015

4 Rozdział

Annabeth
     To wszystko stało się tak szybko. Niby nie szkodliwa, ze złamanymi żebrami, a jednak... Clarisse ciągnęła glonomóżdżka... Chciałam tylko krzyknąć, żeby go puściła, ale ona zrobiła to zanim zdołałam chociażby mrugnąć. Ta ostra strzała przecinająca moją tchawicę... Wszystkie głosy dochodziły z daleka, jakby pomiędzy mną, a innymi stała nie widzialna ściana. Moja pierś poruszała się gwałtownie, starając się nabrać w powietrze, na nic, ale to nie mówiło mi, że umrę. Myślałam tylko ,,Hej, jestem córką Ateny, pomocnicą i dziewczyną najpotężniejszego Herosa, pogromcy Kronosa. Jestem grupową domku Ateny i należę to pierwszej khorty w Nowym Rzymie. Jestem jedyną dziewczyną bez mocy, z Wielkiej Siódemki. Ja pokonałam Arachne, nie mogę zginąć. Taka zwyczajna Łowczyni nie może mnie zabić. Nie zginę w taki sposób,,. Przeliczyłam się, duszące uczucie i ten ból jakby Leo podpalił moją pierś. Przed oczami pojawiały się krwiste plamy, krew wylewała się ze mnie strumieniem, chłodząc moje ciało. Ciemność zastała i już wiedziałam, że nigdy już nie ujrzę światła dziennego. Mimo że moje oczy otulała ciemność wiedziałam, że czyjeś czarne skrzydła, skrzydła Tanatosa, zasłoniły to ziarenko nadziei, że jednak przeżyję. Zimne ręce dotknęły mojej skóry, zimny pot oblał moje całe ciało i puls przestał pulsować, a krew już nie płynęła. Skóra zrobiła się śnieżno biała i zimna. Poczułam jak wszystkie ludzkie problemy mnie opuszczają, ciało i dusza się rozdzielają, ból znika. Ciemna postać zastąpiła mi drogę tam gdzie wcale nie chciałam iść.
-Słucham, panno Chase? Co tym razem wymyślisz, abym cię przepuścił?
- Charonie...
Nina
    Co ja zrobiłam? Jak mogłam chybić? Nigdy mi się to przytrafiło... Taka musiała być wola bogów, to oni pokierowali strzałę w złym kierunku. Nie myślałam zbyt długo i po prostu uciekłam, moje nogi same poruszały się i kierowały w stronę wyjścia. Źle zrobiłam, ale jeśli ma przeżyć, przeżyje. Jeśli nie, żadne łzy i przeprosiny tego nie zmienią. Wiedziałam o tym, więc po jakiego grzyba łzy cisnęły mi się do oczu? Odwróciłam się i spojrzałam na trafioną srogim wzrokiem, jakbym chciała spiorunować moje oczy, ale niestety nie miałam lustra. Miałam za złe sobie nie to, że ją postrzeliłam, ale to, że bardziej rozpaczam, że nie trafiłam, niż że ją zabiłam. Może coś zrobiłam, czymś zawiniłam, a Artemida wygoniła mnie ze swojej ,,rodziny,, i prawdopodobnie to ona nakierowała moją strzałę w złym kierunku. Czym zawiniłam? Co takiego jej się nie spodobało?
-Czekaj!- krzyknęła Clarisse tym głosem przywódcy, silniejszym, dla wojowniczki, od czromowy. Prawie się jej posłuchałam gdyby nie lodowaty głosy syna Posejdona.
-Zabiłaś ją!- krzyknął- Co ona ci zrobiła! Nie tchórz! Przyjdź tu i ponieś konsekwencje!
    Tego było za wiele. Już nie wiedziałam co myśleć, ani robić. Najpierw Artemida wygoniła mnie, wygnała... Potem byłam ścigana i połamałam żebra, a na dodatek, jakby jeszcze tego było mało, Apollo mi pomógł. Mój wróg, mi pomógł. Teraz dodatkowo zabiłam córkę Ateny, niewinną kobietę, a ten gnój jeszcze mi rozkazuję? Jak on śmie. 
    Stanęłam w miejscu i powoli się odwróciłam, biegł w moją stronę. Czekałam, ponieważ wiedziałam, że im bliżej obozu będziemy walczyć tym moje szansę na wygraną tej  bitwy są bardziej nikłe, tam jest jezioro, woda. Mi do wygranej wystarczy świeże powietrze i natura.
Clarisse
    Nigdy nie zgadniecie co ten debil zrobił. Byłam tak podbuzowana, że nawet nie zareagowałam, przecież ona zabiła moją przyjaciółkę! Jedyne co wtedy myślałam, to nie miłe groźby, bo czy ,, Szczerze ci życzę, abyś za te Zbrodnie, zginęła w najgorszych warunkach, najgorszą śmiercią w obskurnym pomieszczeniu, a po śmierci trafiła do Tartaru na Pola Kar i żeby ta kara była bardziej surowa niż kara Syzyfa,, jest miłą groźbą? Zastanówmy się co glon wymyślił, że jest to tak debilne?
    Więc zacznijmy od początku. Natarł na byłą Łowczynie, nie wiem czy on zdaje sobie sprawę z tego, że Thalia przekazując nam wiadomości o ,,nowo przybyłej,, powiedziała, że Artemida stwierdziła, że Nina ma przed sobą wielką przyszłość i może uratować świat (wątpię), a życie jako wojownicza feministka nie jest bezpieczne. Jak wspominałam jest wojowniczą feministką i to jak ten głupek ją wyzywał na pewno jej się nie spodobało. Nie odpuści bo ,,samiec,, ją obraził. Ona ,,pokarze kto tu rządzi,, ma swój honor i będzie walczyła z nim tak długo aż, albo ona, albo on nie zginą. Jeśli ona zginie cały świat może pójść w jej ślady, jeśli zginie synulek muszlo-broda... Właściwie on też wiele razy uratował świat... Nie mówię, że jest nie zastąpiony, bo cudowna córka Aresa, boga wojny, jedyna dziewczyna, która przejechała się rydwanem mojego tatuśka... Nie ważne. Po prostu zrobił ogromną głupotę. 
    Ja też się wykazałam, zamiast coś zrobić stałam w miejscu zaciskając pięści i złorzecząc jej. 

piątek, 6 marca 2015

3 Rozdział

Rachel
    Usiadłam na drewnianym krześle. Bóg, a nie potrafi zagwarantować wygody. Ostre drżazgi wbijały mi się tam gdzie światło nie dochodzi, widać było, że Elle i Tysona ten dyskomfort także irytował, bo herpia unosiła się w powietrzu, a cyklop wiercił się i mamrotał ,,masło orzechowe, myśl o maśle,,. Postanowiłam, że nie będę siedziała na tej belce na nogach, więc wstałam i z góry przyglądałam się pracy, którą wykonuje Apollo.
-Mówisz, że uciekła...- wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, tyle wiem od Ann.
-Wiele się o niej nie dowiemy, prosiłem ojca o zabicie Pytona, ale on tylko kręci głową i wspomina, że to mój wróg i on umywa od tego ręce.
-Moglibyśmy poprosić innych bogów o pomoc. I herosi też by pomogli.
-Ale kto sprzeciwi się woli mego ojca.
-Masło orzechowe, masło orzechowe- przerwał nam syn Posejdona.
- ,,I wten Demeter po radę do Hekate się udała, by wieści o swej córze Korze jej podała,,.- Ella zacytowała mit o Demeter i Korze.
-Ale Demeter nie ma z tym nic wspólnego.- zniszczył dumę Elli Apollin.
-Jej matka, matka tej Heroski mogła by pomóc, coś doradzić... I Artemida może by coś zrobiła...
-Moja siostra nie bez powodu ją odesłała, jeżeli coś...
-Warto ją poprosić.- wtrąciła się Rachel.
-Jest!- krzyknęła Ella i z ogromnym zaciekawieniem na twarzy wysłuchaliśmy przepowiedni, którą przeczytała nam Harpia.
Percy
-Och, cześć Rachel.- zarumieniłem się.
-Wybacz, może powinnam zadzwonić później?- jej twarz była niemal tak czerwona jak jej włosy.
-Nie, zaczekaj chwilę.
    Poszedłem do łazienki. Może powinienem zrobić taki alarm jak Dionizos? Nie jest zbyt komfortowo kiedy dziewczyna, która jest wyrocznią (fakt, że kiedyś się całowaliśmy pomińmy) widzi cię w samych bokserkach, bo ważą się losy świata (może, miejmy nadzieje, że nie, ale mówiła, że to ważne) i akurat w tym momencie zadzwoniła Iryfonem. Pośpiesznie założyłem spodnie i wychodząc z łazienki zakładałem obozową koszulkę.
-Więc, co się stało?- Rachel dalej była czerwona.
-Ta nowa Łowczyni...- nie mogła dobrać słów- Musicie się dowiedzieć kim jest jej matka. 
-Skąd wiesz, że to matka?
-Apollo mówił, że zna jej ojca, ale on nie jest wtajemniczony do naszych... Boskich spraw- ciężko było jej wymówić słowo ,,naszych,,
-Okej, jak najszybciej cię zawiadomię.- chciałem ja najszybciej zakończyć tę rozmowę, Rachel chyba też.
    Dziewczyna jest spoko. Mogłaby być dobrym kumplem, ale nawet gdyby... Wyobraźcie sobie, że zakumulowałbym się z nią, a Annie. Byłaby zazdrosna tak jak kiedyś, a Rachel... No powiedzmy, że jej ojciec nie zbyt mnie polubił.
    Z moich rozmyślań wybiła mnie Clariss.
-Choć głąbie, bo wariatka się budzi i zaraz zrobi nam niezłą awanturę.
Nina
    Po otwarciu oczu zobaczyłam mnóstwo spoglądających na mnie gapiów. Przeleciałam wzrokiem ich twarze  i nadal nie byłam pewna czy ON tam jest. Nie pytajcie o niego, moja wcześniejsza reakcja była normalna jak na Łowczynie. Muszę się odzwyczaić, zrozumieć, że już nią nie jestem. W jednym momencie zrozumiałam co muszę zrobić, ale ich jest zbyt dużo... Jeśli teraz ucieknę... Będą w szoku, że jestem zdrowa więc da mi to jakieś 3 sekundy bonusu. Na chwycenie mojego łuku stracę jakieś 2 sekundy, a na podpalenie strzały greckim ogniem, który mam w plecaku, 4 sekundy. Nie wyrobię, biegam z prędkością jakichś 40km/h, a tamta Clariss, jeszcze raz przejrzałam wszystkie twarze. Jej tu nie ma, spytacie skąd wiem jak ma na imię. Powiedzmy, że Łowczynie mają kilka...Hym szpiegów w... Prawie wszędzie. Annabeth? Kuśtyka, to ślad po skręconej kostce. Nie dogoni mnie, ale jest tyle osób, że nie pozwolą mi przebiec. 
-Chcę się przejść. Do ogrodu.- Ciężko wstałam, symulując ból w kostce. Specjalnie upadłam i ręką zawołałam najgrubszego grubaska, którego zauważyłam. -Pomóż mi.
   Pulpecik wstał i podszedł do mnie. Oparłam się o jego ramię i kazałam iść w stronę wyjścia, mówiąc, że chcę iść do ogrodu, do którego prowadziła ta sama ścieżka co do wyjścia. Mój plan prawie by się udał gdyby nie ta cholerna (sorry za słownictwo, ale pasuje mi do Niny. Ja na co dzień się tak nie wyrażam) córunia Aresa. Ciągnęła za pomarańczową bluzkę obozu Herosów syna Posejdona, tego którego prawdopodobnie postrzeliłam. Zrozumiałam, że mój plan jest beznadziejny, bo nawet gdyby nie ona to jak miałabym wrócić się po strzały? 
-Zwariowaliście!- puściła Percy'ego, który zarył twarzą w ziemię- Puszczacie ją, ślamazary? Łapać ją!
    Nie pomyślałam, po prostu to zrobiłam. Zadziałałam pod wpływem emocji, czego jeszcze nigdy nie robiłam. To nie pasowało, ani do roli Łowczyni (byłej), ani do roli córki, mojej matki. Znokautowałam wysokim kopniakiem stojącego nie daleko łucznika i po prostu strzeliłam. Strzeliłam w nią, w nią celowałam. Chybiłam, nie trafiłam do niej. Strzała poleciała w kierunku blondynki, córki Ateny. Strzała poleciała w stronę Annabeth. Jak mogłam to zrobić, widziałam to, zrobiłam to nie winnej dziewczynie, zabiłam ją .

wtorek, 17 lutego 2015

2 Rozdział

Clariss
   Głupia, Łowczyni. Czego ona oczekuje? No racja Artemida jest zła... Ojej, przesada. Po co w ogóle szliśmy na tę misję, jeżeli ceni swoje życie prędzej czy później by wróciła, albo... Z resztą racja, te artemidowe służki cenią swój ,,honor,, którego prawie nie mają. Rozumiecie, atakują w grupie i zachowują się jak dzikuski. Umy <odgłos wymiotowania>. Ta grypa nie daje mi spokoju. Burza kolorowych wym... kolorowa zupa wylądowała prosto na głowie syna Posejdona.
-Ojeju, przepraszam. Za co ja cię przepraszam? Zapomnij o tym co mówiłam. Ciesz się, że nie jadłam zbyt wiele i popijałam nektarem.
-Oczywiście, skaczę z radości, bo twoja kolacja wylądowała na morskim talerzu.- powiedział strzepując z głowy resztki ,,jedzenia,,.
    Dlaczego ja się tak nad nim użalam! Jest Rzymianinem! Zdrajcą, oni zasługują na wszystko co najgorsze, ale czemu go przepraszałam. Robię się miła? Mam nadzieję, że nie. Co się ze mną dzieje? Nienawidzę tego morskiego glona, a mimo wszystko jestem dla niego miła. Może jednak nie jest tak jak mi się wydaję, może polubiłam Percy'ego, może moglibyśmy zostać kumpla... O czym ja myślę! Głupi, głupi mózg. Ten morski debil oblał mnie wodą z kibla... Tak, to była zemsta. Zrobiłam to specjalnie, umyślnie.
-Czego się tak gapicie?! Cioty. Bierzcie ją, a nie patrzycie jakbym była boginią. 
-Ja jej nie wezmę. - powiedział mój wróg-  Jestem brudny.- spojrzał na mnie jakby to była moja wina!
-Czego chcesz?! Ty mnie opryskałeś wodą z toalety, a Nemezis jest po mojej stronie.
-Chciałaś mnie w niej utopić.
-Tak, syna Posejdona-mruknęłam.- A ty mądrala- spytałam. Lubię ją, ale mimo wszystko... zdradziecka mała sowa- Łap ją.
    Annabeth podeszła do ciała dziewczyny. Percy z przejęciem pytał ,,co z nią,, i ,,czy żyje,, a jego dziewczyna wiecznie odpowiadała ,,poobijana,, ,,źle z nią,, ,,złamana noga i zwichnięta kostka,, ,,trzeba jak najszybciej zanieść ją do obozu,,. To niech ją weźmie, a nie gada!
-Która noga, to znaczy, która jest chora?-spytałam
-Prawa, nie moja prawa, ale jej. Moja lewa.
-Pogmatwałaś mi.
    Złapałam ją za zdrową nogę i przerzuciłam przez plecy. Starałam się biec, ale choroba mnie wykańczała. Czasami miałam wrażenie, że to nie tylko grypa. Może powinnam zgłosić się do Chejrona. Możliwe, że to coś bardziej zaraźliwego i niebezpiecznego.
Annabeth
O matulu. Ateno święta. To ona! ONA! Ta dziewczyna, ta z mojego snu. Mam nadzieję, że nie było po mnie nic widać, bo jeśli ktoś się dowie dziewczyna może mieć nie małe problemy. Widziałam, jestem pewna. Te blond włosy świecące w blasku księżyca, odważne ruchy. Zdecydowane napięcie na łuk i strzał, bez względna, okrutna. Nie patrzy w kogo celuje, w jej przypadku kobiety i dzieci, które trzeba ratować to przekazy szowinizmu, a co do dzieci... Obowiązuje je przegroda wiekowa i pochodzenie. Nie widziałam jej oczu, ale na pewno był w nich ogień walki. Ogień, który powoli gaśnie, zastępuje je smutek. Zielone oczy, nie one były niebieskie, a może czarne. Białe? Nie jestem pewna, w śnie miała kolor zielony, ale wydaje mi się, że przez ten ułamek sekundy przez który ją widziałam mój mózg zarejestrował czerwony, ognisty kolor w okolicach gdzie powinny znajdować się patrzałki.
***
- Więc Rachel, ma to jakieś znaczenie?
- Powinnaś rozumieć, że nie powiem ci koniecznie prawdy, ale spalona łąka znaczy zagubienie. Dziewczyna pewnie jest zagubiona. Zgubiła się w swoim własnym ja i... Rozumiesz. Martwe zwierzęta oznaczają wygnanie. Nie martw się. Skontaktuję się z Tysonem i Ellą. Kawałek ksiąg jest odnowiony i jeśli to coś ważnego powinni wiedzieć.
-Dziękuję, uspokoiłaś mnie.- rozmowa Iryfonem się zakończyła.
Rachel
    Na wyrocznie Delfijską...Zaraz, na mnie? Na Apolla, kim ta dziewczyna jest. Okłamałam Annabeth, boję się co jej sen może oznaczać. Usiadłam na łóżku próbując skoncentrować się na moich myślach. Moc wyroczni nie działa, ale gdy byłam mała przeczyłam cały sennik z cztery razy. Łąka... Łąka oznacza, hmm. Przestrzeń życiowa, ale co to ma wspólnego z dziewczyną? Może chodzi o naturę? Spalona łąka, nie wiem, ale ogień. Ostrzega albo ktoś próbuję wymazać pamięć. Sobie lub komuś innemu, a pożary... To nieszczęście. Zwierzęta to trudność i niebezpieczeństwo, ale martwe zwierzęta to szczęście. W innych sennikach oznaczają złą sytuację.
-Ella, Tyson!
-Coś się stało- Na swoich czerwonych skrzydłach przyleciała mądra charpia.
-Zadanie z obozu, nowa dziewczyna. Sen, niebezpieczeństwo...
Nina
   Ustawiłam się w pozycji pół siedzącej i powoli przetarłam oczy. Po długich zmaganiach ze światłem dziennym otworzyłam moje nie naturalne oczy i rozejrzałam się po dziwnym pomieszczeniu. Próba wstania zakończyła się niepowodzeniem i zakończył ją okropny ryk, mój ryk. Upadłam na podłogę obijając moje już i tak zmaltretowane żebra. Starałam się nie krzyczeć, ale nic z tego. Do ,,pokoju,, wbiegła grupa chłopaków, którzy cali opatuleni strzykawkami i bandażami, oraz trzymający gdzie tylko się dało nektar przejęci pytali czy nic mi nie jest. Pomogli mi się położyć, poszli sobie nie zważając na mój ból, został tylko jeden. Gdzie wszyscy inni byli blondynami on był brunetem, ale nie dało się nie poznać tego zarozumiałego uśmieszku i przebiegłych błękitnych oczu.
-Czego chcesz?
-Och, rozpoznałaś mnie.
-Trudno nie było.
-Nie naskakuj tak na mnie. Chcę ci pomóc, na prawdę.
-Nie potrzebuję twojej dobroci.
-Wiem, że masz żal do mojej siostry, ale musiała to zrobić. Nie zdziw się kiedy zaczniesz się zmieniać. Pamiętasz jaka byłaś wcześniej? Dzięki niej to się zmieniło, ale powoli wszystko zacznie wracać do normy.- wykonał ruch ręką w moją stronę.
-Nie dotykaj mnie- wysyczałam nerwowo łapiąc jego rękę.
-Przestań, nie jestem twoim wrogiem chcę ci pomóc.- dotknął bolącego miejsca i ból ustał.
-Poradziłabym sobie, po jakimś czasie kości by się zrosły.
-Musisz być zdrowa, nie długo czeka cię misja.
Charlie
Poseł wbiegł do mojej mrocznej komnaty rodu z Hadesu. Nie jestem potworem, choć mogę się taki wydawać. Krew na ścianach (sztuczna) to była przesada, ale kiedy dowiedziałem się, że czaszki pełniące funkcję dekoracyjną nie są z plastiku i nie zostały wytworzone przez człowieka tylko Prometeusza... Moich niewolników i służących trzymam krótko, ale na Allacha (tak, Allacha. Przeczytajcie co będzie pisało na końcu to dowiecie się o co chodzi) mam żonę, którą bardzo kocham i miałbym syna gdyby się nie udusił. Zabiłem wiele ludzi, ale był to rozkaz mojego pana. Teraz ja rządzę i ja zawładnę całym światem. Za czasów mojej młodości na drodze stał mi tylko sułtan, ale później pojawiła się Hatice, no cóż teraz wiem, że to sprawka Afrodyty, ale wtedy byłem w niej tak zakochany, że zapomniałem o moich planach. Mimo wszelkich praw sułtan myśląc, że jestem jego przyjacielem oddał mi ją za żonę. Owszem, byłem szczęśliwy, ale nie tylko z tego powodu. Będąc szwagrem władcy świata miałem większe szanse na to aby mój plan się powiódł, ale wtedy na mojej drodze stanęła ta niewolnica Alex. Nie wypowiem jej prawdziwego imienia, pokazała na co ją stać, najpierw mnie otruła, ale zostałem wyleczony następnie nastawiła sułtana przeciwko mnie.
-Czego chcesz?- spytałem groźnie. Miałem za sobą lata praktyki.
-Artemis wygnała jedną ze swych Łowczyń. Być może to ta której szukamy.
-Doskonale- zatarłem chytrze ręce- Przekaż wszystkim mój rozkaz. Niech wróżbita Jakub przygotuje eliksir, ma wyglądać i smakować jak sama boska Ambrozja. Wy musicie ją znaleźć i powiedzieć mi gdzie jest, ja już się nią zajmę.



Ostatni podrozdział (perspektywa) jest stworzony na podstawie serialu. W TVP1 leci serial historyczny, kostiumowy, który opowiada o życiu Sułtana Sulejmana i jego jedne z żon, Sułtanki Hurrem. Więc, Aleksandra córka popa  zostaje porwana przez tatarów i zostaje Sułtanką. Spotyka ją wiele nieszczęść, bo: zazdrosna żona sułtana ją pobiła, matka Sułtana która też nie lubi Sułtanki na każdym kroku próbuje się jej pozbyć i... Jest jeszcze Wielki Wezyr Ibrachim Pasza, który boi się, że Hurrem chce go zniszczyć. Dobra koniec, serial nazywa się Wspaniałe stulecie i jeśli chcecie możecie go obejrzeć. Napisałam Charlie bo będzie się ta osoba podawała za Charliego, ale może już wiecie kim on jest na prawdę. Będzie on czarnym charakterem w moim opowiadaniu.

piątek, 13 lutego 2015

1 Rozdział

Powiem tylko tyle, że komentarze (wszystkie nawet te negatywne) są mile widziane. Piszcie co wam się podoba, a co nie i co mogłabym zmienić. Na prawdę, jeśli wam się podoba (choć pewnie nie) napiszcie byle co i wtedy będę mieć większą motywację do pisania, a jeśli coś się wam nie podoba piszcie co, żeby ewentualnie po korekcie mogło się wam spodobać.


Annabeth
    Ten sen mnie zaniepokoił . To była albo przyszłość, albo przeszłość, bo na pewno nie teraźniejszość. Nie powiedziałam tego Percy'emu, nie mogłam, martwiłby się. Sny Herosów zwykle się sprawdzają, a tamta dziewczyna... Byłam na łące o ile można to nią nazwać. Dym unosił się z podpalonej trawy. Dookoła leżały spalone na popiół ciała różnych zwierząt. Rozpoznałam wśród nich króliki i... To było zbyt straszne, ujrzałam... Sowę. Trawa... Trawy w ogóle nie było, oprócz małego okręgu, w którym siedziała blond włosa, młoda dziewczyna z łukiem przewieszonym przez ramię. Mimo iż łąka wyglądała jakby ktoś ją podpalił wszystko wokół młodej kobiety wyglądało lepiej niż niektóre dobrze pielęgnowane ogródki. Wszystko kwitło, a w trawie ujrzałam wiewiórkę, która wbiegła po ramieniu dziewczyny. Próbowałam podejść, ale wiewiórka się spłoszyła. Wybiegła poza obszar cudownej łączki i na moich oczach się spaliła. Dziewuszka była pewna siebie, niczego się nie bała. Podeszła do wiewiórki, a otoczenie wokół niej ożywało, nawet wiewiórka. Nad jej głową widniał symbol Artemidy, który powoli słabł, zniknął a ona zaczęła się starzec. Odwaga w jej oczach zniknęła, spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem ,,Pomóż mi,, wydukała ,,Nie jestem sobą, nie wiem kim jestem. Moje siostry były mym jedynym celem, one i Artemida, a teraz? Znikam, nic dla nich nie znaczę.,, Ostatnie słowa docierały do mnie z daleka.
Chejron
    Jadłem owies. Co nie można? Jestem koniem! Złapałem kryształową szklankę, aby popić drapiącą w gardle przekąskę. Usłyszałem głośny dźwięk- PIK PIK PIK PIK. Ktoś dzwonił Iryfonem, a od ostatniego kawału Travisa i Connora Hood Dionizos ustawił dźwięk, aby nikt bez jego wiedzy nie mógł zadzwonić.
-Kto dzwoni?-spytałem groźnym głosem
-Yyy Dionizos?
-Nie to ja Thalio, Chejron.
-Co to za nowoczesna technika?- córka Zeusa naburmuszyła się. Tylko jej udawało się mnie rozśmieszyć. Możecie powiedzieć, że to nie śmieszne, ale kawały o blondynkach też takie nie są. Możecie powiedzieć, że jestem starej daty, ale błagam! Urodziłem się jako małe Centurzątko w czasach starożytnej Grecji.
-Włączyć obraz- rozkazałem i ukazała mi się córka Zeusa.- Dawno nie widziałem Łowczyni.- ukłoniłem się uroczyście- Przypuszczam, że dzwonisz, aby poinformować mnie o przyjeździe jednej z twych sióstr, ale ja już wszystko wiem-chwilowo na jej twarzy pojawiło się poczucie winy i zakłopotanie.
-Nina już nie jest Łowczynią.
-Złamała przysięgę?
-Nie, Artemida ją odesłała. Mogę z nią porozmawiać?
-Z chęcią dałbym ci ją do telefonu- zachichotałem, dobra rżałem jak koń- ale nasza droga wygnanka jeszcze nie przyjechała.
-Co!? Miała tu być już godzinę temu! Phoebe! Co z Niną?Dobrze, dobrze. Phoebe mówi, że odprowadziły ją pod samą bramę!
-Spokojnie Thalio, może już jest. Pójdę ją poszukać.
Jason
    Nadszedł czas na obozowe ognisko. Otworzyłem drzwi i pobiegłem w stonę Piper. Podeszłem ją od tyłu i przez chwilę zapominając kim jest moja dziewczyna, próbowałem zasłonić jej oczy. Zanim zdążyłem to zrobić zobaczyłem jej sztylet wymierzony w moją pierś.
-Jason!- krzyknęła uradowana, upuszczając ostre narzędzie i rzuciła mi się na szyję.
-Cześć.-dobra, spokojnie, jej matka dała mi już wykład na temat jaki to ja jestem nieczuły
   Pocałowała mnie w polik i złapała za dłoń.Ciągle trzymając ją za rękę usłyszałem rozmowę Merle córki Demeter. Nie przytoczę wam jej dokładnie, ale mówiła, że do obozu ma przyjechać wygnana Łowczyni, z tego powodu Annabeth i Percy dzisiaj przyjeżdżają. Usiadłem na drewnianej ławce i jak co tydzień czekałem na przyjście Chejrona. Coś pokrzyżowało moje plany, bo Centaur zamiast przyjść, przybiegł.
-Przedstawiciele domków proszeni są o wstawienie na naradę.
   ***
-Rozmawiałem dzisiaj z Thalią-powiedział- Miała odwiedzić nas jedna z jej sióst... Byłych sióstr, ale ta się nie zjawiła. Musi być kimś ważnym, bo Thalia się bardzo zmartwiła. Ogłaszam misję poszukiwawczą, kto chce wziąć udział?
    Nie byłem pewien czy się zgłosić, miałem już dość tych wszystkich walk. Ostatnim razem straciłem najlepszego przyjaciela. Wymieniłem spojrzenia z Piper, myślała o tym samym. Do misji nikt się nie zgłosił. Zapewne zrobiłaby to Clarisse gdyby nie wirus grypy żołądkowej, który panuje w obozie. Chejron wyglądał na wyraźnie rozczarowanego.
-Dobrze w takim razie poproszę kogoś z Obozu Jupiter.
-My pójdziemy- do pokoju weszli Percy i Annabeth
-Annie- siostra An przytuliła ją mocno.- To okropne, bycie grupowym domku znaczy się, tym bardziej Ateny, zawsze wygrywałyśmy wojny bo miałyśmy ciebie, ale teraz wszystko muszę robić ja i choćbym stawała na głowie i robiła fikołki nigdy cię nie zastąpię.-Oszczędzę wam tych łzawych momentów
-Mimo wszystko dwie osoby to zbyt mało.- upierał się Chejron
-Ja pójdę, przecież chociaż jedna Greczynka musi pójść- To była Clarisse, trzymając się za brzuch chwiejnym krokiem wkroczyła na salę, patrzyła z wyrzutem na Percy'ego i Annabeth. Miała do nich żal, że stanęli po stronie wrogów, Rzymian. Kiedyś nawet mi powiedziała coś czego obawiałem się podczas pierwszego dnia pobytu w Obozie, ale ona powiedziała to nie w ten sposób jak szkolni tyrani (rozumiecie, takie coś co nikogo nie rusza). Jej słowa mnie zabolały i do dzisiaj je pamiętam. ,,Próbujesz zastąpić tego głąba i mądralińską, ale zawsze byłeś i będziesz Rzymianinem,, Cały domek Aresa patrzy na mnie krzywo.
-Nie możesz, jesteś chora- zaprotestowałem.
-Zamilcz ...- urwała ale ja wiem że znowu chciała mi wytknąć moje geny.
-Niech będzie, tylko... Dbajcie o nią.
-Nie potrzebuje nianiek.
Nina
    Wspinałam się po stromym zboczu. Myślą, że jestem w obozie, więc mam trochę czasu na ucieczkę. Co ja mam teraz zrobić? Może popłynę na wyspę Kirke i zostanę jedną z jej służących? Nie, kosmetyki nie są dla mnie. Amazonki? Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie. Złapłam szczyt góry i podciągnęłam się. Robiło się późno, rozłożyłam tu bluzę, aby mieć gdzie się położyć. Może nie były to idealne warunki, ale bywało gorzej. Obejrzałam wszystko dokładnie i pięć razy okrążyłam górę. Zero Herosów, zero bogów, zero potworów i innych przyprawiających mnie o dreszcze stworzeń. Tej nocy nie miałam snów, to był spokojny czas pod gwiazdami, księżycem... Nie mogę spać. Nie pod gołym niebem. Nie tak jak moje siostry, moje byłe siostry. ,,Nina co z tobą? Dlaczego stałaś się taka gburowata? Artemida to bogini, jest taka jak inni! Widzi tylko czubek własnego nosa, nie przejmuj się tym! To przecież normalne,, myślałam ,,Aaach,, kopnęłam kamień, który spadł ze zbocza.
-Ałaa!-krzyknął ktoś- Napięłam łuk i czekałam na pierwszy krok przeciwnika. Tak jak mnie uczyli nie będę uciekać, nie jestem tchórzem. Dalej wszystko działo się zbyt szybko. Działałam jak automat, nie wiem z kim walczyłam. Był to chłopak czy dziewczyna? W jakim wieku? Było ich dwóch, trzech czy czterech? Nie wiem. Strzeliłam w kogoś i uciekłam. Trafiłam? Raczej tak, zawsze trafiam. Usłyszałam tylko zmartwiony, kobiecy głos:
-Percy, wszystko w porządku?
-Łapcie ją!- krzyknął ochrypły także głos płci damskiej.
-Nic mi nie będzie, biegnij!- odrzekł głos (trzeszczenie zębami) samca.
    Zeskoczyłam z góry i ... Thalia mnie ostrzegała! Już nie jestem Łowczynią, już nie jestem nieśmiertelna! Cyba zemdlałam to wyjaśnia ciemny obraz i brak kontaktu z rzeczywistością. Pamiętam tylko tyle, że po skoku poczułam przeszywający ból w nodze i ... Ups. Usłyszałam gruchot złamanych żeber.

PROLOG

Thalia
-Ale jak to, Thalia! Artemida przyjmuje wszystkich!
-Przyjmuje, owszem ale nie wszyscy zostają na długo.
-Byłam Łowczyniom już dwa lata!
-Nie kwestionuj rozkazów Artemidy!
Odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie chciałam tego robić, była jedną z najlepszych Łowczyń, ale rozkaz to rozkaz. Tak zarządziła góra. Nie tylko nasza pani, ale też jej matka i Apollo. Nawet Rachel to potwierdziła. Ta młoda była urodzona do większych celów niż bycie naszą siostrą, ale bez większych treningów niczego nie pokona.
-Nina, stój!
-Czego chcesz? Może łuk też mam oddać?
-Łowczynią może nie jesteś, ale nigdy nie przestaniesz być herosem. Musisz zapamiętać, że już nie jesteś nieśmiertelna i możesz poważnie zachorować.- spojrzała na czarne chmury i zrobiła zdziwione oczy jakby dopiero teraz zauważyła padający deszcz.- Choć do namiotu, napijesz się gorącego kakaa i utulisz kocem.
-Kakaa z nektarem?
-Oczywiście.- Nektar, pyszny i cudowny napój, Nina mimo moich zakazów zawsze pije niebiańskie ilości tego trunku nie zważając na zagrożenia. Raz jej najlepsza przyjaciółka, która także była jedną z nas wypiła tyle co ona i niestety się usmażyła. ,,Mi to nie grozi,, zawsze mówi gdy zwracam jej uwagę. Może i teraz się nie pali, ale kiedyś może się to zmienić i trzeba oduczyć ją tego złego nawyku.
Nina
Usiadłam na tureckiej poduszce. Zawsze lubiłam... Wszystko co nie jest związane z tym okrutnym światem greckiej mitologi, codzienną walką o przetrwanie, potworami i bogami, którzy patrzą tylko na siebie. Myślałam, że Artemida jest inna, myślałam że przyjmuje, każdą zabłąkaną dziewczynę pod swoje skrzydła. Jak widać można liczyć na coś takiego tylko od Nike, bo ona jedyna ma skrzydła. Nie mam żalu do Thali, ona tylko wykonywała rozkazy. Przeraziła mnie tylko ta obojętność w jej oczach. Czy córka Zeusa, która poświeciła życie dla przyjaciół może się zmienić? Kiedy ktoś ginął wyprawiała mu należyty pogrzeb, nieważne czy był to wróg, czy sojusznik. Mimo wszystko jeśli był to heros paliła całun, który wcześniej samodzielnie uszyła, ale teraz zachowywała się jakby oddawała znienawidzonego psa do schroniska, a przecież zawsze starałam się być miła, nie wchodzić jej w drogę.
-Więc gdzie chcesz wyjechać gdy już skończysz picie kakaa?-mi się wydaje czy to była wredna uwaga w stylu ,,kiedy  już się wyniesiesz.
-Może zostanę nauczycielem w-f? Kto wie?
-Heh. Do tego trzeba mieć ukończone studia. Co powiedziałabyś na małą podróż do Obozu Herosów. Odpoczynek, zero walk, byłabyś z tego zwolniona, zero potworów.
-Tak jedyna rzecz o jakiej marze to tam wyjechać- powiedziałam z przekąsem- Myślisz, że po dwóch latach bycia... Wiesz kim jest odpoczynek nad jeziorem. Nie dałabym rady być w jednym pokoju z samcem to coś zupełnie sprzecznego z tym kim do tej pory byłam.
-Masz rację, załatwię ci osobny pokój.- nie do końca o to mi chodziło.
Piper
Jutro ma przyjechać nowa dziewczyna. Chejron mi mówił. Mam wyprawić jej należyte przyjęcie, bo podobno kiedyś była kimś ważnym. Ciekawe kim? Drew pewnie pęka z zazdrości, że to mi zlecili to zadanie. I dobrze jej tak. Ale do jutra, czego oni ode mnie oczekują? Nie jestem Afrodytą nie potrafię zrobić tego w  jeden dzień!
-Ale urodą jej dorównujesz.
-Co? Ach jasne.- To był Clemens jeden z tych irytujących nimfuf. Jaki jest rodzaj męski nimf? Nigdy o niczym takim nie słyszałam, dowiedziałam się o nich niedawno. Są dziećmi bogów i nimf. Ten był synem Apolla i o dziwo umie czytać w myślach. Często jest to irytujące, ale czasem jest to przydatne. 
-Na przykład wtedy kiedy jesteś zazdrosna o swojego chłopaczka- zrobił kwaśną minę- ślicznotko możesz go rzucić to palant u mnie zawsze znajdziesz miejsce, ale rozumiem że nie zrobiłaś tego ze względu na swoje dobre serduszko. Załamał by się gdyby ktoś tak cudowny jak ty z nim zerwał, ale gdybyś zrobiła to dla mnie pewnie by się nie zdziwił. -poprawił okrągłe okulary opierające się o jego szpiczasty, przezroczysty nos.
Clemens ewidentnie mnie podrywa, ale bez przesady. Jest on chudy jak patyk (ironia jego matka jest Driadą) i nie zbyt przystojny. Nie wiem czemu nimfy go tak cenią i latają jak za jakimś bóstwem (znowu ironia).
-Hyy?
-Och, wybacz Clemens- na przyszłość muszę być bardziej ostrożna.
Percy
-Percy jedziemy do obozu!
-Nadal w nim jesteśmy...
-Glonie, chodzi mi o nasz dom!
-Ja mieszkam na Manchatanie, ale ty gdzie indziej- tak bardzo kocham ją irytować.
-Percy!- jej twarz zrobiła się czerwona jak burak. Już miałem ją pocałować, kiedy przypomniał mi się zakład z Michelem. Może pomyśleć, że się obraziłem, nie Ann taka nie jest, ale lepiej nie ryzykować.
-Tak, Annabeth. To cudowny pomysł. Pojedziemy do Obozu Herosów. To cudowny pomysł!- uśmiechnęłam się po trochu do niej po trochu do Michela stojącego obok i po trochu do siebie za swój genialny plan. Nie, to wcale nie był pomysł tej szarookiej piękności.- Dlaczego tak nagle decydujesz o wyjeździe?
-Thali dzwoniła do mnie Iryfonem, po prostu to ważne, nie musisz wszystkiego wiedzieć.
-Zaczynam się bać, jeśli to kolejna mrożąca krew w żyłach przepowiednia o wyrzynaniu duszy przeklętym ostrzem o której wiesz tylko ty i Chejron to ja się na to nie piszę.
-Thalia stwierdziła, że to bardzo ważne, bo pewna osoba, która przyjeżdza jutro może podpalić nasz mały Obozik.- uśmiechnęła się- To co jedziesz?-
Ann jest bardzo dobra w kłamaniu, ale ja znam ją na tyle dobrze, że wiem co robi kiedy się boi, denerwuje i kłamie. Teraz robiła wszystko na raz. Ręce splotła z tyłu, zapewne żeby nie było widać, że drżą, cały czas poprawiała opadające na oczy kosmyki włosów, ale mimo wszystko schylała głowę w ten sposób, że niesforne pasma spadały jeszcze szybciej, a ja nie mogłem spojrzeć jej w oczy. W jej oczach idealnie widać strach i ból, zauważyłem to gdy byliśmy w Tartarze, teraz robi wszystko, aby nikt nie widział co czuje.
-Jasne, że jedę.- powiedziałem z wielkim entuzjazmem, ale ona chyba tego nie kupiła, ale zauważyła to Reyna. Ups.
Reyna
Podeszłam do Percego i Annabeth. Rozmawiali o czymś, ale po tylu latach dowodzenia rzymskim legionem bywam zbyt ostrożna i podejrzliwa nawet wobec przyjaciół.
-Gdzie jedziecie?-spytałam
-Do obozu, Ann mówi, że chce odpocząć- powiedział Percy, a jego dziewczyna spojrzała na niego marszcząc brwi jakby nie rozumiała o czym mówi.
-Ach tak, racja Rzym mnie wykańcza- spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem ,,Daj spokój i tak to zrobimy, a ty się niczego nie dowiesz,, Jeszcze zobaczymy.
-Kiedy wyjeżdżacie?
-Jutro rano, prawda?
-Jasne.
-Życzę miłej podróży.- i wścibskiej pasażerki na gapę.
-Dzięki- oko za oko, ząb za ząb, a wzrok ,,Daj spokój(...),, za wzrok ,,Dobrze wiesz, że nie odpuszczę,,.
Odkąd Annabeth przeprowadziła się do Nowego Rzymu ,,zaprzyjaźniłyśmy,, się. O ile można tak powiedzieć. To znaczy zdaję sobie sprawę z tego, że skoro nie zrobiła kitki na zajęcia szermierki i poszła w rozpuszczonych myśli o czymś innym niż powinna i to mnie zaniepokoiło.