piątek, 13 lutego 2015

PROLOG

Thalia
-Ale jak to, Thalia! Artemida przyjmuje wszystkich!
-Przyjmuje, owszem ale nie wszyscy zostają na długo.
-Byłam Łowczyniom już dwa lata!
-Nie kwestionuj rozkazów Artemidy!
Odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie chciałam tego robić, była jedną z najlepszych Łowczyń, ale rozkaz to rozkaz. Tak zarządziła góra. Nie tylko nasza pani, ale też jej matka i Apollo. Nawet Rachel to potwierdziła. Ta młoda była urodzona do większych celów niż bycie naszą siostrą, ale bez większych treningów niczego nie pokona.
-Nina, stój!
-Czego chcesz? Może łuk też mam oddać?
-Łowczynią może nie jesteś, ale nigdy nie przestaniesz być herosem. Musisz zapamiętać, że już nie jesteś nieśmiertelna i możesz poważnie zachorować.- spojrzała na czarne chmury i zrobiła zdziwione oczy jakby dopiero teraz zauważyła padający deszcz.- Choć do namiotu, napijesz się gorącego kakaa i utulisz kocem.
-Kakaa z nektarem?
-Oczywiście.- Nektar, pyszny i cudowny napój, Nina mimo moich zakazów zawsze pije niebiańskie ilości tego trunku nie zważając na zagrożenia. Raz jej najlepsza przyjaciółka, która także była jedną z nas wypiła tyle co ona i niestety się usmażyła. ,,Mi to nie grozi,, zawsze mówi gdy zwracam jej uwagę. Może i teraz się nie pali, ale kiedyś może się to zmienić i trzeba oduczyć ją tego złego nawyku.
Nina
Usiadłam na tureckiej poduszce. Zawsze lubiłam... Wszystko co nie jest związane z tym okrutnym światem greckiej mitologi, codzienną walką o przetrwanie, potworami i bogami, którzy patrzą tylko na siebie. Myślałam, że Artemida jest inna, myślałam że przyjmuje, każdą zabłąkaną dziewczynę pod swoje skrzydła. Jak widać można liczyć na coś takiego tylko od Nike, bo ona jedyna ma skrzydła. Nie mam żalu do Thali, ona tylko wykonywała rozkazy. Przeraziła mnie tylko ta obojętność w jej oczach. Czy córka Zeusa, która poświeciła życie dla przyjaciół może się zmienić? Kiedy ktoś ginął wyprawiała mu należyty pogrzeb, nieważne czy był to wróg, czy sojusznik. Mimo wszystko jeśli był to heros paliła całun, który wcześniej samodzielnie uszyła, ale teraz zachowywała się jakby oddawała znienawidzonego psa do schroniska, a przecież zawsze starałam się być miła, nie wchodzić jej w drogę.
-Więc gdzie chcesz wyjechać gdy już skończysz picie kakaa?-mi się wydaje czy to była wredna uwaga w stylu ,,kiedy  już się wyniesiesz.
-Może zostanę nauczycielem w-f? Kto wie?
-Heh. Do tego trzeba mieć ukończone studia. Co powiedziałabyś na małą podróż do Obozu Herosów. Odpoczynek, zero walk, byłabyś z tego zwolniona, zero potworów.
-Tak jedyna rzecz o jakiej marze to tam wyjechać- powiedziałam z przekąsem- Myślisz, że po dwóch latach bycia... Wiesz kim jest odpoczynek nad jeziorem. Nie dałabym rady być w jednym pokoju z samcem to coś zupełnie sprzecznego z tym kim do tej pory byłam.
-Masz rację, załatwię ci osobny pokój.- nie do końca o to mi chodziło.
Piper
Jutro ma przyjechać nowa dziewczyna. Chejron mi mówił. Mam wyprawić jej należyte przyjęcie, bo podobno kiedyś była kimś ważnym. Ciekawe kim? Drew pewnie pęka z zazdrości, że to mi zlecili to zadanie. I dobrze jej tak. Ale do jutra, czego oni ode mnie oczekują? Nie jestem Afrodytą nie potrafię zrobić tego w  jeden dzień!
-Ale urodą jej dorównujesz.
-Co? Ach jasne.- To był Clemens jeden z tych irytujących nimfuf. Jaki jest rodzaj męski nimf? Nigdy o niczym takim nie słyszałam, dowiedziałam się o nich niedawno. Są dziećmi bogów i nimf. Ten był synem Apolla i o dziwo umie czytać w myślach. Często jest to irytujące, ale czasem jest to przydatne. 
-Na przykład wtedy kiedy jesteś zazdrosna o swojego chłopaczka- zrobił kwaśną minę- ślicznotko możesz go rzucić to palant u mnie zawsze znajdziesz miejsce, ale rozumiem że nie zrobiłaś tego ze względu na swoje dobre serduszko. Załamał by się gdyby ktoś tak cudowny jak ty z nim zerwał, ale gdybyś zrobiła to dla mnie pewnie by się nie zdziwił. -poprawił okrągłe okulary opierające się o jego szpiczasty, przezroczysty nos.
Clemens ewidentnie mnie podrywa, ale bez przesady. Jest on chudy jak patyk (ironia jego matka jest Driadą) i nie zbyt przystojny. Nie wiem czemu nimfy go tak cenią i latają jak za jakimś bóstwem (znowu ironia).
-Hyy?
-Och, wybacz Clemens- na przyszłość muszę być bardziej ostrożna.
Percy
-Percy jedziemy do obozu!
-Nadal w nim jesteśmy...
-Glonie, chodzi mi o nasz dom!
-Ja mieszkam na Manchatanie, ale ty gdzie indziej- tak bardzo kocham ją irytować.
-Percy!- jej twarz zrobiła się czerwona jak burak. Już miałem ją pocałować, kiedy przypomniał mi się zakład z Michelem. Może pomyśleć, że się obraziłem, nie Ann taka nie jest, ale lepiej nie ryzykować.
-Tak, Annabeth. To cudowny pomysł. Pojedziemy do Obozu Herosów. To cudowny pomysł!- uśmiechnęłam się po trochu do niej po trochu do Michela stojącego obok i po trochu do siebie za swój genialny plan. Nie, to wcale nie był pomysł tej szarookiej piękności.- Dlaczego tak nagle decydujesz o wyjeździe?
-Thali dzwoniła do mnie Iryfonem, po prostu to ważne, nie musisz wszystkiego wiedzieć.
-Zaczynam się bać, jeśli to kolejna mrożąca krew w żyłach przepowiednia o wyrzynaniu duszy przeklętym ostrzem o której wiesz tylko ty i Chejron to ja się na to nie piszę.
-Thalia stwierdziła, że to bardzo ważne, bo pewna osoba, która przyjeżdza jutro może podpalić nasz mały Obozik.- uśmiechnęła się- To co jedziesz?-
Ann jest bardzo dobra w kłamaniu, ale ja znam ją na tyle dobrze, że wiem co robi kiedy się boi, denerwuje i kłamie. Teraz robiła wszystko na raz. Ręce splotła z tyłu, zapewne żeby nie było widać, że drżą, cały czas poprawiała opadające na oczy kosmyki włosów, ale mimo wszystko schylała głowę w ten sposób, że niesforne pasma spadały jeszcze szybciej, a ja nie mogłem spojrzeć jej w oczy. W jej oczach idealnie widać strach i ból, zauważyłem to gdy byliśmy w Tartarze, teraz robi wszystko, aby nikt nie widział co czuje.
-Jasne, że jedę.- powiedziałem z wielkim entuzjazmem, ale ona chyba tego nie kupiła, ale zauważyła to Reyna. Ups.
Reyna
Podeszłam do Percego i Annabeth. Rozmawiali o czymś, ale po tylu latach dowodzenia rzymskim legionem bywam zbyt ostrożna i podejrzliwa nawet wobec przyjaciół.
-Gdzie jedziecie?-spytałam
-Do obozu, Ann mówi, że chce odpocząć- powiedział Percy, a jego dziewczyna spojrzała na niego marszcząc brwi jakby nie rozumiała o czym mówi.
-Ach tak, racja Rzym mnie wykańcza- spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem ,,Daj spokój i tak to zrobimy, a ty się niczego nie dowiesz,, Jeszcze zobaczymy.
-Kiedy wyjeżdżacie?
-Jutro rano, prawda?
-Jasne.
-Życzę miłej podróży.- i wścibskiej pasażerki na gapę.
-Dzięki- oko za oko, ząb za ząb, a wzrok ,,Daj spokój(...),, za wzrok ,,Dobrze wiesz, że nie odpuszczę,,.
Odkąd Annabeth przeprowadziła się do Nowego Rzymu ,,zaprzyjaźniłyśmy,, się. O ile można tak powiedzieć. To znaczy zdaję sobie sprawę z tego, że skoro nie zrobiła kitki na zajęcia szermierki i poszła w rozpuszczonych myśli o czymś innym niż powinna i to mnie zaniepokoiło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz