wtorek, 17 lutego 2015

2 Rozdział

Clariss
   Głupia, Łowczyni. Czego ona oczekuje? No racja Artemida jest zła... Ojej, przesada. Po co w ogóle szliśmy na tę misję, jeżeli ceni swoje życie prędzej czy później by wróciła, albo... Z resztą racja, te artemidowe służki cenią swój ,,honor,, którego prawie nie mają. Rozumiecie, atakują w grupie i zachowują się jak dzikuski. Umy <odgłos wymiotowania>. Ta grypa nie daje mi spokoju. Burza kolorowych wym... kolorowa zupa wylądowała prosto na głowie syna Posejdona.
-Ojeju, przepraszam. Za co ja cię przepraszam? Zapomnij o tym co mówiłam. Ciesz się, że nie jadłam zbyt wiele i popijałam nektarem.
-Oczywiście, skaczę z radości, bo twoja kolacja wylądowała na morskim talerzu.- powiedział strzepując z głowy resztki ,,jedzenia,,.
    Dlaczego ja się tak nad nim użalam! Jest Rzymianinem! Zdrajcą, oni zasługują na wszystko co najgorsze, ale czemu go przepraszałam. Robię się miła? Mam nadzieję, że nie. Co się ze mną dzieje? Nienawidzę tego morskiego glona, a mimo wszystko jestem dla niego miła. Może jednak nie jest tak jak mi się wydaję, może polubiłam Percy'ego, może moglibyśmy zostać kumpla... O czym ja myślę! Głupi, głupi mózg. Ten morski debil oblał mnie wodą z kibla... Tak, to była zemsta. Zrobiłam to specjalnie, umyślnie.
-Czego się tak gapicie?! Cioty. Bierzcie ją, a nie patrzycie jakbym była boginią. 
-Ja jej nie wezmę. - powiedział mój wróg-  Jestem brudny.- spojrzał na mnie jakby to była moja wina!
-Czego chcesz?! Ty mnie opryskałeś wodą z toalety, a Nemezis jest po mojej stronie.
-Chciałaś mnie w niej utopić.
-Tak, syna Posejdona-mruknęłam.- A ty mądrala- spytałam. Lubię ją, ale mimo wszystko... zdradziecka mała sowa- Łap ją.
    Annabeth podeszła do ciała dziewczyny. Percy z przejęciem pytał ,,co z nią,, i ,,czy żyje,, a jego dziewczyna wiecznie odpowiadała ,,poobijana,, ,,źle z nią,, ,,złamana noga i zwichnięta kostka,, ,,trzeba jak najszybciej zanieść ją do obozu,,. To niech ją weźmie, a nie gada!
-Która noga, to znaczy, która jest chora?-spytałam
-Prawa, nie moja prawa, ale jej. Moja lewa.
-Pogmatwałaś mi.
    Złapałam ją za zdrową nogę i przerzuciłam przez plecy. Starałam się biec, ale choroba mnie wykańczała. Czasami miałam wrażenie, że to nie tylko grypa. Może powinnam zgłosić się do Chejrona. Możliwe, że to coś bardziej zaraźliwego i niebezpiecznego.
Annabeth
O matulu. Ateno święta. To ona! ONA! Ta dziewczyna, ta z mojego snu. Mam nadzieję, że nie było po mnie nic widać, bo jeśli ktoś się dowie dziewczyna może mieć nie małe problemy. Widziałam, jestem pewna. Te blond włosy świecące w blasku księżyca, odważne ruchy. Zdecydowane napięcie na łuk i strzał, bez względna, okrutna. Nie patrzy w kogo celuje, w jej przypadku kobiety i dzieci, które trzeba ratować to przekazy szowinizmu, a co do dzieci... Obowiązuje je przegroda wiekowa i pochodzenie. Nie widziałam jej oczu, ale na pewno był w nich ogień walki. Ogień, który powoli gaśnie, zastępuje je smutek. Zielone oczy, nie one były niebieskie, a może czarne. Białe? Nie jestem pewna, w śnie miała kolor zielony, ale wydaje mi się, że przez ten ułamek sekundy przez który ją widziałam mój mózg zarejestrował czerwony, ognisty kolor w okolicach gdzie powinny znajdować się patrzałki.
***
- Więc Rachel, ma to jakieś znaczenie?
- Powinnaś rozumieć, że nie powiem ci koniecznie prawdy, ale spalona łąka znaczy zagubienie. Dziewczyna pewnie jest zagubiona. Zgubiła się w swoim własnym ja i... Rozumiesz. Martwe zwierzęta oznaczają wygnanie. Nie martw się. Skontaktuję się z Tysonem i Ellą. Kawałek ksiąg jest odnowiony i jeśli to coś ważnego powinni wiedzieć.
-Dziękuję, uspokoiłaś mnie.- rozmowa Iryfonem się zakończyła.
Rachel
    Na wyrocznie Delfijską...Zaraz, na mnie? Na Apolla, kim ta dziewczyna jest. Okłamałam Annabeth, boję się co jej sen może oznaczać. Usiadłam na łóżku próbując skoncentrować się na moich myślach. Moc wyroczni nie działa, ale gdy byłam mała przeczyłam cały sennik z cztery razy. Łąka... Łąka oznacza, hmm. Przestrzeń życiowa, ale co to ma wspólnego z dziewczyną? Może chodzi o naturę? Spalona łąka, nie wiem, ale ogień. Ostrzega albo ktoś próbuję wymazać pamięć. Sobie lub komuś innemu, a pożary... To nieszczęście. Zwierzęta to trudność i niebezpieczeństwo, ale martwe zwierzęta to szczęście. W innych sennikach oznaczają złą sytuację.
-Ella, Tyson!
-Coś się stało- Na swoich czerwonych skrzydłach przyleciała mądra charpia.
-Zadanie z obozu, nowa dziewczyna. Sen, niebezpieczeństwo...
Nina
   Ustawiłam się w pozycji pół siedzącej i powoli przetarłam oczy. Po długich zmaganiach ze światłem dziennym otworzyłam moje nie naturalne oczy i rozejrzałam się po dziwnym pomieszczeniu. Próba wstania zakończyła się niepowodzeniem i zakończył ją okropny ryk, mój ryk. Upadłam na podłogę obijając moje już i tak zmaltretowane żebra. Starałam się nie krzyczeć, ale nic z tego. Do ,,pokoju,, wbiegła grupa chłopaków, którzy cali opatuleni strzykawkami i bandażami, oraz trzymający gdzie tylko się dało nektar przejęci pytali czy nic mi nie jest. Pomogli mi się położyć, poszli sobie nie zważając na mój ból, został tylko jeden. Gdzie wszyscy inni byli blondynami on był brunetem, ale nie dało się nie poznać tego zarozumiałego uśmieszku i przebiegłych błękitnych oczu.
-Czego chcesz?
-Och, rozpoznałaś mnie.
-Trudno nie było.
-Nie naskakuj tak na mnie. Chcę ci pomóc, na prawdę.
-Nie potrzebuję twojej dobroci.
-Wiem, że masz żal do mojej siostry, ale musiała to zrobić. Nie zdziw się kiedy zaczniesz się zmieniać. Pamiętasz jaka byłaś wcześniej? Dzięki niej to się zmieniło, ale powoli wszystko zacznie wracać do normy.- wykonał ruch ręką w moją stronę.
-Nie dotykaj mnie- wysyczałam nerwowo łapiąc jego rękę.
-Przestań, nie jestem twoim wrogiem chcę ci pomóc.- dotknął bolącego miejsca i ból ustał.
-Poradziłabym sobie, po jakimś czasie kości by się zrosły.
-Musisz być zdrowa, nie długo czeka cię misja.
Charlie
Poseł wbiegł do mojej mrocznej komnaty rodu z Hadesu. Nie jestem potworem, choć mogę się taki wydawać. Krew na ścianach (sztuczna) to była przesada, ale kiedy dowiedziałem się, że czaszki pełniące funkcję dekoracyjną nie są z plastiku i nie zostały wytworzone przez człowieka tylko Prometeusza... Moich niewolników i służących trzymam krótko, ale na Allacha (tak, Allacha. Przeczytajcie co będzie pisało na końcu to dowiecie się o co chodzi) mam żonę, którą bardzo kocham i miałbym syna gdyby się nie udusił. Zabiłem wiele ludzi, ale był to rozkaz mojego pana. Teraz ja rządzę i ja zawładnę całym światem. Za czasów mojej młodości na drodze stał mi tylko sułtan, ale później pojawiła się Hatice, no cóż teraz wiem, że to sprawka Afrodyty, ale wtedy byłem w niej tak zakochany, że zapomniałem o moich planach. Mimo wszelkich praw sułtan myśląc, że jestem jego przyjacielem oddał mi ją za żonę. Owszem, byłem szczęśliwy, ale nie tylko z tego powodu. Będąc szwagrem władcy świata miałem większe szanse na to aby mój plan się powiódł, ale wtedy na mojej drodze stanęła ta niewolnica Alex. Nie wypowiem jej prawdziwego imienia, pokazała na co ją stać, najpierw mnie otruła, ale zostałem wyleczony następnie nastawiła sułtana przeciwko mnie.
-Czego chcesz?- spytałem groźnie. Miałem za sobą lata praktyki.
-Artemis wygnała jedną ze swych Łowczyń. Być może to ta której szukamy.
-Doskonale- zatarłem chytrze ręce- Przekaż wszystkim mój rozkaz. Niech wróżbita Jakub przygotuje eliksir, ma wyglądać i smakować jak sama boska Ambrozja. Wy musicie ją znaleźć i powiedzieć mi gdzie jest, ja już się nią zajmę.



Ostatni podrozdział (perspektywa) jest stworzony na podstawie serialu. W TVP1 leci serial historyczny, kostiumowy, który opowiada o życiu Sułtana Sulejmana i jego jedne z żon, Sułtanki Hurrem. Więc, Aleksandra córka popa  zostaje porwana przez tatarów i zostaje Sułtanką. Spotyka ją wiele nieszczęść, bo: zazdrosna żona sułtana ją pobiła, matka Sułtana która też nie lubi Sułtanki na każdym kroku próbuje się jej pozbyć i... Jest jeszcze Wielki Wezyr Ibrachim Pasza, który boi się, że Hurrem chce go zniszczyć. Dobra koniec, serial nazywa się Wspaniałe stulecie i jeśli chcecie możecie go obejrzeć. Napisałam Charlie bo będzie się ta osoba podawała za Charliego, ale może już wiecie kim on jest na prawdę. Będzie on czarnym charakterem w moim opowiadaniu.

piątek, 13 lutego 2015

1 Rozdział

Powiem tylko tyle, że komentarze (wszystkie nawet te negatywne) są mile widziane. Piszcie co wam się podoba, a co nie i co mogłabym zmienić. Na prawdę, jeśli wam się podoba (choć pewnie nie) napiszcie byle co i wtedy będę mieć większą motywację do pisania, a jeśli coś się wam nie podoba piszcie co, żeby ewentualnie po korekcie mogło się wam spodobać.


Annabeth
    Ten sen mnie zaniepokoił . To była albo przyszłość, albo przeszłość, bo na pewno nie teraźniejszość. Nie powiedziałam tego Percy'emu, nie mogłam, martwiłby się. Sny Herosów zwykle się sprawdzają, a tamta dziewczyna... Byłam na łące o ile można to nią nazwać. Dym unosił się z podpalonej trawy. Dookoła leżały spalone na popiół ciała różnych zwierząt. Rozpoznałam wśród nich króliki i... To było zbyt straszne, ujrzałam... Sowę. Trawa... Trawy w ogóle nie było, oprócz małego okręgu, w którym siedziała blond włosa, młoda dziewczyna z łukiem przewieszonym przez ramię. Mimo iż łąka wyglądała jakby ktoś ją podpalił wszystko wokół młodej kobiety wyglądało lepiej niż niektóre dobrze pielęgnowane ogródki. Wszystko kwitło, a w trawie ujrzałam wiewiórkę, która wbiegła po ramieniu dziewczyny. Próbowałam podejść, ale wiewiórka się spłoszyła. Wybiegła poza obszar cudownej łączki i na moich oczach się spaliła. Dziewuszka była pewna siebie, niczego się nie bała. Podeszła do wiewiórki, a otoczenie wokół niej ożywało, nawet wiewiórka. Nad jej głową widniał symbol Artemidy, który powoli słabł, zniknął a ona zaczęła się starzec. Odwaga w jej oczach zniknęła, spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem ,,Pomóż mi,, wydukała ,,Nie jestem sobą, nie wiem kim jestem. Moje siostry były mym jedynym celem, one i Artemida, a teraz? Znikam, nic dla nich nie znaczę.,, Ostatnie słowa docierały do mnie z daleka.
Chejron
    Jadłem owies. Co nie można? Jestem koniem! Złapałem kryształową szklankę, aby popić drapiącą w gardle przekąskę. Usłyszałem głośny dźwięk- PIK PIK PIK PIK. Ktoś dzwonił Iryfonem, a od ostatniego kawału Travisa i Connora Hood Dionizos ustawił dźwięk, aby nikt bez jego wiedzy nie mógł zadzwonić.
-Kto dzwoni?-spytałem groźnym głosem
-Yyy Dionizos?
-Nie to ja Thalio, Chejron.
-Co to za nowoczesna technika?- córka Zeusa naburmuszyła się. Tylko jej udawało się mnie rozśmieszyć. Możecie powiedzieć, że to nie śmieszne, ale kawały o blondynkach też takie nie są. Możecie powiedzieć, że jestem starej daty, ale błagam! Urodziłem się jako małe Centurzątko w czasach starożytnej Grecji.
-Włączyć obraz- rozkazałem i ukazała mi się córka Zeusa.- Dawno nie widziałem Łowczyni.- ukłoniłem się uroczyście- Przypuszczam, że dzwonisz, aby poinformować mnie o przyjeździe jednej z twych sióstr, ale ja już wszystko wiem-chwilowo na jej twarzy pojawiło się poczucie winy i zakłopotanie.
-Nina już nie jest Łowczynią.
-Złamała przysięgę?
-Nie, Artemida ją odesłała. Mogę z nią porozmawiać?
-Z chęcią dałbym ci ją do telefonu- zachichotałem, dobra rżałem jak koń- ale nasza droga wygnanka jeszcze nie przyjechała.
-Co!? Miała tu być już godzinę temu! Phoebe! Co z Niną?Dobrze, dobrze. Phoebe mówi, że odprowadziły ją pod samą bramę!
-Spokojnie Thalio, może już jest. Pójdę ją poszukać.
Jason
    Nadszedł czas na obozowe ognisko. Otworzyłem drzwi i pobiegłem w stonę Piper. Podeszłem ją od tyłu i przez chwilę zapominając kim jest moja dziewczyna, próbowałem zasłonić jej oczy. Zanim zdążyłem to zrobić zobaczyłem jej sztylet wymierzony w moją pierś.
-Jason!- krzyknęła uradowana, upuszczając ostre narzędzie i rzuciła mi się na szyję.
-Cześć.-dobra, spokojnie, jej matka dała mi już wykład na temat jaki to ja jestem nieczuły
   Pocałowała mnie w polik i złapała za dłoń.Ciągle trzymając ją za rękę usłyszałem rozmowę Merle córki Demeter. Nie przytoczę wam jej dokładnie, ale mówiła, że do obozu ma przyjechać wygnana Łowczyni, z tego powodu Annabeth i Percy dzisiaj przyjeżdżają. Usiadłem na drewnianej ławce i jak co tydzień czekałem na przyjście Chejrona. Coś pokrzyżowało moje plany, bo Centaur zamiast przyjść, przybiegł.
-Przedstawiciele domków proszeni są o wstawienie na naradę.
   ***
-Rozmawiałem dzisiaj z Thalią-powiedział- Miała odwiedzić nas jedna z jej sióst... Byłych sióstr, ale ta się nie zjawiła. Musi być kimś ważnym, bo Thalia się bardzo zmartwiła. Ogłaszam misję poszukiwawczą, kto chce wziąć udział?
    Nie byłem pewien czy się zgłosić, miałem już dość tych wszystkich walk. Ostatnim razem straciłem najlepszego przyjaciela. Wymieniłem spojrzenia z Piper, myślała o tym samym. Do misji nikt się nie zgłosił. Zapewne zrobiłaby to Clarisse gdyby nie wirus grypy żołądkowej, który panuje w obozie. Chejron wyglądał na wyraźnie rozczarowanego.
-Dobrze w takim razie poproszę kogoś z Obozu Jupiter.
-My pójdziemy- do pokoju weszli Percy i Annabeth
-Annie- siostra An przytuliła ją mocno.- To okropne, bycie grupowym domku znaczy się, tym bardziej Ateny, zawsze wygrywałyśmy wojny bo miałyśmy ciebie, ale teraz wszystko muszę robić ja i choćbym stawała na głowie i robiła fikołki nigdy cię nie zastąpię.-Oszczędzę wam tych łzawych momentów
-Mimo wszystko dwie osoby to zbyt mało.- upierał się Chejron
-Ja pójdę, przecież chociaż jedna Greczynka musi pójść- To była Clarisse, trzymając się za brzuch chwiejnym krokiem wkroczyła na salę, patrzyła z wyrzutem na Percy'ego i Annabeth. Miała do nich żal, że stanęli po stronie wrogów, Rzymian. Kiedyś nawet mi powiedziała coś czego obawiałem się podczas pierwszego dnia pobytu w Obozie, ale ona powiedziała to nie w ten sposób jak szkolni tyrani (rozumiecie, takie coś co nikogo nie rusza). Jej słowa mnie zabolały i do dzisiaj je pamiętam. ,,Próbujesz zastąpić tego głąba i mądralińską, ale zawsze byłeś i będziesz Rzymianinem,, Cały domek Aresa patrzy na mnie krzywo.
-Nie możesz, jesteś chora- zaprotestowałem.
-Zamilcz ...- urwała ale ja wiem że znowu chciała mi wytknąć moje geny.
-Niech będzie, tylko... Dbajcie o nią.
-Nie potrzebuje nianiek.
Nina
    Wspinałam się po stromym zboczu. Myślą, że jestem w obozie, więc mam trochę czasu na ucieczkę. Co ja mam teraz zrobić? Może popłynę na wyspę Kirke i zostanę jedną z jej służących? Nie, kosmetyki nie są dla mnie. Amazonki? Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie. Złapłam szczyt góry i podciągnęłam się. Robiło się późno, rozłożyłam tu bluzę, aby mieć gdzie się położyć. Może nie były to idealne warunki, ale bywało gorzej. Obejrzałam wszystko dokładnie i pięć razy okrążyłam górę. Zero Herosów, zero bogów, zero potworów i innych przyprawiających mnie o dreszcze stworzeń. Tej nocy nie miałam snów, to był spokojny czas pod gwiazdami, księżycem... Nie mogę spać. Nie pod gołym niebem. Nie tak jak moje siostry, moje byłe siostry. ,,Nina co z tobą? Dlaczego stałaś się taka gburowata? Artemida to bogini, jest taka jak inni! Widzi tylko czubek własnego nosa, nie przejmuj się tym! To przecież normalne,, myślałam ,,Aaach,, kopnęłam kamień, który spadł ze zbocza.
-Ałaa!-krzyknął ktoś- Napięłam łuk i czekałam na pierwszy krok przeciwnika. Tak jak mnie uczyli nie będę uciekać, nie jestem tchórzem. Dalej wszystko działo się zbyt szybko. Działałam jak automat, nie wiem z kim walczyłam. Był to chłopak czy dziewczyna? W jakim wieku? Było ich dwóch, trzech czy czterech? Nie wiem. Strzeliłam w kogoś i uciekłam. Trafiłam? Raczej tak, zawsze trafiam. Usłyszałam tylko zmartwiony, kobiecy głos:
-Percy, wszystko w porządku?
-Łapcie ją!- krzyknął ochrypły także głos płci damskiej.
-Nic mi nie będzie, biegnij!- odrzekł głos (trzeszczenie zębami) samca.
    Zeskoczyłam z góry i ... Thalia mnie ostrzegała! Już nie jestem Łowczynią, już nie jestem nieśmiertelna! Cyba zemdlałam to wyjaśnia ciemny obraz i brak kontaktu z rzeczywistością. Pamiętam tylko tyle, że po skoku poczułam przeszywający ból w nodze i ... Ups. Usłyszałam gruchot złamanych żeber.

PROLOG

Thalia
-Ale jak to, Thalia! Artemida przyjmuje wszystkich!
-Przyjmuje, owszem ale nie wszyscy zostają na długo.
-Byłam Łowczyniom już dwa lata!
-Nie kwestionuj rozkazów Artemidy!
Odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie chciałam tego robić, była jedną z najlepszych Łowczyń, ale rozkaz to rozkaz. Tak zarządziła góra. Nie tylko nasza pani, ale też jej matka i Apollo. Nawet Rachel to potwierdziła. Ta młoda była urodzona do większych celów niż bycie naszą siostrą, ale bez większych treningów niczego nie pokona.
-Nina, stój!
-Czego chcesz? Może łuk też mam oddać?
-Łowczynią może nie jesteś, ale nigdy nie przestaniesz być herosem. Musisz zapamiętać, że już nie jesteś nieśmiertelna i możesz poważnie zachorować.- spojrzała na czarne chmury i zrobiła zdziwione oczy jakby dopiero teraz zauważyła padający deszcz.- Choć do namiotu, napijesz się gorącego kakaa i utulisz kocem.
-Kakaa z nektarem?
-Oczywiście.- Nektar, pyszny i cudowny napój, Nina mimo moich zakazów zawsze pije niebiańskie ilości tego trunku nie zważając na zagrożenia. Raz jej najlepsza przyjaciółka, która także była jedną z nas wypiła tyle co ona i niestety się usmażyła. ,,Mi to nie grozi,, zawsze mówi gdy zwracam jej uwagę. Może i teraz się nie pali, ale kiedyś może się to zmienić i trzeba oduczyć ją tego złego nawyku.
Nina
Usiadłam na tureckiej poduszce. Zawsze lubiłam... Wszystko co nie jest związane z tym okrutnym światem greckiej mitologi, codzienną walką o przetrwanie, potworami i bogami, którzy patrzą tylko na siebie. Myślałam, że Artemida jest inna, myślałam że przyjmuje, każdą zabłąkaną dziewczynę pod swoje skrzydła. Jak widać można liczyć na coś takiego tylko od Nike, bo ona jedyna ma skrzydła. Nie mam żalu do Thali, ona tylko wykonywała rozkazy. Przeraziła mnie tylko ta obojętność w jej oczach. Czy córka Zeusa, która poświeciła życie dla przyjaciół może się zmienić? Kiedy ktoś ginął wyprawiała mu należyty pogrzeb, nieważne czy był to wróg, czy sojusznik. Mimo wszystko jeśli był to heros paliła całun, który wcześniej samodzielnie uszyła, ale teraz zachowywała się jakby oddawała znienawidzonego psa do schroniska, a przecież zawsze starałam się być miła, nie wchodzić jej w drogę.
-Więc gdzie chcesz wyjechać gdy już skończysz picie kakaa?-mi się wydaje czy to była wredna uwaga w stylu ,,kiedy  już się wyniesiesz.
-Może zostanę nauczycielem w-f? Kto wie?
-Heh. Do tego trzeba mieć ukończone studia. Co powiedziałabyś na małą podróż do Obozu Herosów. Odpoczynek, zero walk, byłabyś z tego zwolniona, zero potworów.
-Tak jedyna rzecz o jakiej marze to tam wyjechać- powiedziałam z przekąsem- Myślisz, że po dwóch latach bycia... Wiesz kim jest odpoczynek nad jeziorem. Nie dałabym rady być w jednym pokoju z samcem to coś zupełnie sprzecznego z tym kim do tej pory byłam.
-Masz rację, załatwię ci osobny pokój.- nie do końca o to mi chodziło.
Piper
Jutro ma przyjechać nowa dziewczyna. Chejron mi mówił. Mam wyprawić jej należyte przyjęcie, bo podobno kiedyś była kimś ważnym. Ciekawe kim? Drew pewnie pęka z zazdrości, że to mi zlecili to zadanie. I dobrze jej tak. Ale do jutra, czego oni ode mnie oczekują? Nie jestem Afrodytą nie potrafię zrobić tego w  jeden dzień!
-Ale urodą jej dorównujesz.
-Co? Ach jasne.- To był Clemens jeden z tych irytujących nimfuf. Jaki jest rodzaj męski nimf? Nigdy o niczym takim nie słyszałam, dowiedziałam się o nich niedawno. Są dziećmi bogów i nimf. Ten był synem Apolla i o dziwo umie czytać w myślach. Często jest to irytujące, ale czasem jest to przydatne. 
-Na przykład wtedy kiedy jesteś zazdrosna o swojego chłopaczka- zrobił kwaśną minę- ślicznotko możesz go rzucić to palant u mnie zawsze znajdziesz miejsce, ale rozumiem że nie zrobiłaś tego ze względu na swoje dobre serduszko. Załamał by się gdyby ktoś tak cudowny jak ty z nim zerwał, ale gdybyś zrobiła to dla mnie pewnie by się nie zdziwił. -poprawił okrągłe okulary opierające się o jego szpiczasty, przezroczysty nos.
Clemens ewidentnie mnie podrywa, ale bez przesady. Jest on chudy jak patyk (ironia jego matka jest Driadą) i nie zbyt przystojny. Nie wiem czemu nimfy go tak cenią i latają jak za jakimś bóstwem (znowu ironia).
-Hyy?
-Och, wybacz Clemens- na przyszłość muszę być bardziej ostrożna.
Percy
-Percy jedziemy do obozu!
-Nadal w nim jesteśmy...
-Glonie, chodzi mi o nasz dom!
-Ja mieszkam na Manchatanie, ale ty gdzie indziej- tak bardzo kocham ją irytować.
-Percy!- jej twarz zrobiła się czerwona jak burak. Już miałem ją pocałować, kiedy przypomniał mi się zakład z Michelem. Może pomyśleć, że się obraziłem, nie Ann taka nie jest, ale lepiej nie ryzykować.
-Tak, Annabeth. To cudowny pomysł. Pojedziemy do Obozu Herosów. To cudowny pomysł!- uśmiechnęłam się po trochu do niej po trochu do Michela stojącego obok i po trochu do siebie za swój genialny plan. Nie, to wcale nie był pomysł tej szarookiej piękności.- Dlaczego tak nagle decydujesz o wyjeździe?
-Thali dzwoniła do mnie Iryfonem, po prostu to ważne, nie musisz wszystkiego wiedzieć.
-Zaczynam się bać, jeśli to kolejna mrożąca krew w żyłach przepowiednia o wyrzynaniu duszy przeklętym ostrzem o której wiesz tylko ty i Chejron to ja się na to nie piszę.
-Thalia stwierdziła, że to bardzo ważne, bo pewna osoba, która przyjeżdza jutro może podpalić nasz mały Obozik.- uśmiechnęła się- To co jedziesz?-
Ann jest bardzo dobra w kłamaniu, ale ja znam ją na tyle dobrze, że wiem co robi kiedy się boi, denerwuje i kłamie. Teraz robiła wszystko na raz. Ręce splotła z tyłu, zapewne żeby nie było widać, że drżą, cały czas poprawiała opadające na oczy kosmyki włosów, ale mimo wszystko schylała głowę w ten sposób, że niesforne pasma spadały jeszcze szybciej, a ja nie mogłem spojrzeć jej w oczy. W jej oczach idealnie widać strach i ból, zauważyłem to gdy byliśmy w Tartarze, teraz robi wszystko, aby nikt nie widział co czuje.
-Jasne, że jedę.- powiedziałem z wielkim entuzjazmem, ale ona chyba tego nie kupiła, ale zauważyła to Reyna. Ups.
Reyna
Podeszłam do Percego i Annabeth. Rozmawiali o czymś, ale po tylu latach dowodzenia rzymskim legionem bywam zbyt ostrożna i podejrzliwa nawet wobec przyjaciół.
-Gdzie jedziecie?-spytałam
-Do obozu, Ann mówi, że chce odpocząć- powiedział Percy, a jego dziewczyna spojrzała na niego marszcząc brwi jakby nie rozumiała o czym mówi.
-Ach tak, racja Rzym mnie wykańcza- spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem ,,Daj spokój i tak to zrobimy, a ty się niczego nie dowiesz,, Jeszcze zobaczymy.
-Kiedy wyjeżdżacie?
-Jutro rano, prawda?
-Jasne.
-Życzę miłej podróży.- i wścibskiej pasażerki na gapę.
-Dzięki- oko za oko, ząb za ząb, a wzrok ,,Daj spokój(...),, za wzrok ,,Dobrze wiesz, że nie odpuszczę,,.
Odkąd Annabeth przeprowadziła się do Nowego Rzymu ,,zaprzyjaźniłyśmy,, się. O ile można tak powiedzieć. To znaczy zdaję sobie sprawę z tego, że skoro nie zrobiła kitki na zajęcia szermierki i poszła w rozpuszczonych myśli o czymś innym niż powinna i to mnie zaniepokoiło.