niedziela, 29 marca 2015

6 Rozdział

Nina
-Spadaj! Właśnie miałam zabić tego szczeniaka!- krzyknęłam jej prosto w twarz.
-Uspokój się, jeśli go zabijesz to ty będziesz niewychowanym szczeniakiem.- powiedziała ze spokojem.
-Posłuchaj, zejdź mi z drogi albo...
-Zabijesz ją jak moją Annie?!- przerwał mi ten wredny, niewychowany, głupi, debilny samiec!
    Dopiero teraz zauważyłam, jak bardzo musiałam go zranić. Ta dziewczyna była jego całym światem. Widziałam jak się o niego troszczyła, jak martwiła się, że mogło mu się coś stać kiedy trafiłam go strzałą. Musiałabym nie mieć serca, żeby ślepo zapatrzyć się w siebie nie myśląc, że mogłam mu zrobić krzywdę... Taką która nigdy się nie wyleczy... Wiem jaki to ból. Straciłam bliską osobę, dlatego zostałam Łowczynią. Myślałam, że o nim zapomnę, ale nie ma takiej opcji. O dawnej miłości, o szalonej miłości, dla której zrobiłoby się wszystko... Nie mogę o tym zapomnieć. O tym jak... Kogo chcę oszukać?
    Miał na imię Leo (nie chodzi o Valdeza XD). Pochodził z Ukrainy, był moim narzeczonym. Mnie porwano jako niewolnice, a on chciał mnie odszukać. Nie pamiętam dokładnie... Straciłam pamięć po tym jak zginęłam, ale po paru latach siedzenia w tym stęchłym pomieszczeniu zwanym Polami Elizejskimi zdecydowałam, że przejdę Reinkarnację, myślałam, że będę zwykłą osobą. Ale nigdy nic nie idzie po mojej myśli. Zaczęłam sobie coś przypominać... Imię, głos i... To właściwie wszystko. Wiem, że on zginął, a wszystko przez...
    Odskoczyłam gwałtownie kiedy przypomniałam sobie jego imię... On tu jest...
-Ibrachim...- wyszeptałam tajemniczo- Charlie.... Zemszczę się.
Percy
-Co?- zapytała dziewczyna, która zagrodziła drogę Ninie.
    Nina ewidentnie ją znała i musiała ją lubić, bo nie zabiła jej kiedy ta przeszkodziła jej w planach zabicia kolejnej osoby. Miała czarne, proste włosy spięte w luźną kitę i brązowe oczy.
    Co? Wymagacie ode mnie jakiegoś bardziej rozbudowanego opisu postaci? Mi wystarczy, że wysiliłem się na tyle, że przeczytałem napis na jej koszulce. Dla dyslektyka to wyczyn godny mistrza... Dziewczyna była młoda... Miała może trzynaście lat? Czternaście?
   Spod jej stóp ulatniała się zielonkawa mgła. Nie myła nóg...? Coś mi to przypominało... Rozłożyła dłonie w geście pojednania, a jej gałki oczne wywróciły się do góry nogami. Zachwiała się i prawie upadła, ale ją przytrzymałem. No przecież...!
   Chciałem puknąć się w mój zakuty łeb, ale bym ją upuścił. Dziewczyna zaczęła coś mamrotać i w końcu usłyszałem przerażający wierszyk:
Przyrody dziecię na wyprawę ruszy,
Nie zniesie tych męk, katuszy,
Czy zdołałaś przeczekać?
Nie myślałaś by uciekać?
Torturą zostaniesz strasznym poddana,
Gorącym ognia próbie zostałaś oblana,
Ale się nie martw, zbawienie na pomoc ruszy szybko,
Wpadłaś w welonu korytko,
I wszystko zniknie, jakoby sen,
Będziesz spokojna jeśli zjesz len.
    Popatrzyłem z przerażeniem na dziewczynę.
-Kim...Kim jesteś?
-Heh-zaśmiała się- Mam na imię Emilia. Jestem przyszłą Wyrocznią Delfijską.
    Jej mroźny uśmieszek na twarzy sprawił, że temperatura w okół mnie spadła poniżej zera. Przyszła Wyrocznia... Czy ona chce zrobić coś Rachel?
Emilia
Nie jestem Herosem i nigdy nie byłam,
Ale zawsze o tym marzyłam,
Uwielbiam rymować,
I niczym się nie przejmować,
Zostanę Wyrocznią,
Która do słońca poleci lotnią.


Kocham Apolla,
Kocham go szczerze, 
Dlatego piszę mu wiersze, 
Nie tylko z rymami,
A także białe,
Nie wiesz co to znaczy?
To zażyj marihuanę.


Rak to zła choroba,
ale ja jestem od niej jeszcze gorsza,
A co jeśli połączyć te dwie zmory,
By osiągnąć cel upragniony?
Biedny rudzielec zachoruje,
Na morskiego skrzypka,
Ja jej trochę pomogę,
Znacie mnie,
To ja,
Przeciwieństwo sumienia.



No więc rozdział mimo kary jest. Jeszcze raz bardzo proszę o dodawanie komentarzy. Jeśli nie masz konta to dodawaj jako anonim. W poprzednim poście jest instrukcja. Dziękuję bardzo tym osobą, które skomentowały. Jeśli mogę poprosić ten post też skomentujcie i wszystkie następne, abym miała pewność, że nie przestaliście czytać.

czwartek, 12 marca 2015

5 Rozdział

Charlie
    Powoli zbliżałem się do Obozu Herosów, nie ukrywam byłem podekscytowany. Jak na razie wszystko szło po mojej myśli, ale byłem zdekoncentrowany. Cały czas myślałem czy na prawdę jestem tak okrutny aby ją zabić? Niczym nie zawiniła, była tylko wierna swojej pani. Może gdybym trochę nagiął historię, gdybym jej nie zabijał tylko... Nie zrobię tego, nigdy. Zabijam tylko wtedy kiedy nie mam już wyjścia, choć... Nie! Nigdy nie zabijam niewinnych! Chociaż gdyby się tak zastanowić... Koniec z tym, nie będę marnował czasu na myślenie co zrobić, niech ona sama zadecyduje. Wziąłem dwie buteleczki, jedną z błyszczącym, złocistym płynem i drugą z ciemno-niebieską, dziwaczną zawartością. Jedna ją zabije, druga odetnie od rzeczywistości na zawsze. Zaśmiałem się nerwowo, sam bałem się trochę bardziej niż nie które sługusy. Ja jeden wiedziałem co czai się w tych buteleczkach i tylko ja wiedziałem co się stanie jeśli nie ona je wypije. Może ktoś się pomyli i wypije jej porcję...? Gdyby to trucizna wylądowała w jego lub jej żołądku, nie byłoby tak źle, tylko jego płuca roztrzaskały na miliony kawałków, a on lub ona zacząłby lub zaczęłaby dusić się własną krwią. Ale gdyby ktoś był tak głupi, że wypiłby zawartość drugiej butelki... Nie mogę o tym myśleć, muszę dopilnować, żeby tylko i wyłącznie ona. Ręką zawołałem jednego z moich przydupasów i szepnąłem mu rozkazy na ucho.

Thalia
    Otworzyłam oczy najszerzej jak się dało. Tego się nie spodziewałam, mimo wszystko to była moja wina. Może i Artemis mi kazała i to Nina ją zabiła, ale ja się na to zgodziłam, ja wydałam rozkaz, ja ją wygoniłam.
-Czyli... Annabeth nie żyje? 
-Tak, myślałem, że powinnaś się tego dowiedzieć- powiedział Apollo.
-Ale skąd wiesz? Jak się dowiedziałeś?
-Miałem małą sprawę do... Ykkhymm- kaszlnął lub odchrząknął. Sama nie byłam pewna.- To znaczy, jestem bogiem wyroczni. To oczywiste, że o tym wiem!
-Do kogo miałeś sprawę?
-Nina była dobrą wojowniczką i Łowczynią. Zdolną i utalentowaną córką Demeter, wyjątkową. Myślisz, że moja siostra od tak by się jej wyrzekła? Myślisz, że nie maczałem w tym palców.
-A, ta strzała... Ty ją źle pokierowałeś. Nina by nie spódłowała! 
-Masz rację, to ja.
-Żabiłeś moją przyjaciółkę!- otarłam rękawem łzy ściekające po moich policzkach- Zabiłeś ją!
    Rzuciłam się na boga, ale ten zniknął i uderzyłam głową o zimną ziemię na której jeszcze nie dawno stał Apollo.
Percy
    Gniew wypełniał całe moje ciało. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że moja towarzyszka (i w walce i w życiu) została zabita przez tę... Co ona sobie myśli?! To moja Annie i tylko ja mogę ją zabijać! Zaraz, co? Nie to miałem na myśli, znaczy... Nie chciałem tego powiedzieć! Nigdy bym jej nie zabił! Ale teraz wszystko stracone i to wszystko jej wina, ale ja tak łatwo nie odpuszczę. I choć dziwnie to brzmi w moich ustach, Atena mnie poprze.
-Co mówiłeś?! Powtórz! Że ja niby jestem tchórzem?!- krzyknęła zabójczyni. Jak ona śmie...
-Poniesiesz konsekwencje za swój czyn!- wyciągnąłem długopis z mojej kieszeni i zdjąłem zatyczkę. W mojej dłoni pojawił się Orkan.
Nie zawiedź mnie, przyjacielu. Jesteś mi teraz bardziej potrzebny niż kiedykolwiek.-pomyślałem.
-To walcz skoro tego pragniesz, życia twojej dziewczyny i tak już nie przywrócisz!
- Nie dziwię się, że Artemida cię nie chciała. Nie potrafisz celować!
    Musiałem ją bardzo wkurzyć bo ruszyła na mnie jak byk. Brakowało jej tylko obłoczków dymu z nosa, bo twarz miała tak czerwoną jakby całe życie kłuto ją rozżarzonym ogniem. Wyciągnęła dwa ukryte sztelety i trzymając je w zębach, wyciągała miecz. Ile ona tego ma? Z wyprostowanym mieczem ruszyła na mnie, ale drogę zagrodziła jej...

Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale nie mam  zbyt wielkiej motywacji. No weźcie skomentujcie, czuję się taka samotna. Mam uczucie jakby nikt tego nie czytał, a miejmy nadzieję, że to nie prawda  :( Proszę skomentujcię. Nie musicie mieć konta!!!!!!! Po prostu napiszcie ,,Czytam i <coś tam coś> tam gdzie jest miejsce na kom. Potem przy napisie ,,dodaj jako,, wybierzcie Anonim i  wyślijcie. Proszę :*

wtorek, 10 marca 2015

4 Rozdział

Annabeth
     To wszystko stało się tak szybko. Niby nie szkodliwa, ze złamanymi żebrami, a jednak... Clarisse ciągnęła glonomóżdżka... Chciałam tylko krzyknąć, żeby go puściła, ale ona zrobiła to zanim zdołałam chociażby mrugnąć. Ta ostra strzała przecinająca moją tchawicę... Wszystkie głosy dochodziły z daleka, jakby pomiędzy mną, a innymi stała nie widzialna ściana. Moja pierś poruszała się gwałtownie, starając się nabrać w powietrze, na nic, ale to nie mówiło mi, że umrę. Myślałam tylko ,,Hej, jestem córką Ateny, pomocnicą i dziewczyną najpotężniejszego Herosa, pogromcy Kronosa. Jestem grupową domku Ateny i należę to pierwszej khorty w Nowym Rzymie. Jestem jedyną dziewczyną bez mocy, z Wielkiej Siódemki. Ja pokonałam Arachne, nie mogę zginąć. Taka zwyczajna Łowczyni nie może mnie zabić. Nie zginę w taki sposób,,. Przeliczyłam się, duszące uczucie i ten ból jakby Leo podpalił moją pierś. Przed oczami pojawiały się krwiste plamy, krew wylewała się ze mnie strumieniem, chłodząc moje ciało. Ciemność zastała i już wiedziałam, że nigdy już nie ujrzę światła dziennego. Mimo że moje oczy otulała ciemność wiedziałam, że czyjeś czarne skrzydła, skrzydła Tanatosa, zasłoniły to ziarenko nadziei, że jednak przeżyję. Zimne ręce dotknęły mojej skóry, zimny pot oblał moje całe ciało i puls przestał pulsować, a krew już nie płynęła. Skóra zrobiła się śnieżno biała i zimna. Poczułam jak wszystkie ludzkie problemy mnie opuszczają, ciało i dusza się rozdzielają, ból znika. Ciemna postać zastąpiła mi drogę tam gdzie wcale nie chciałam iść.
-Słucham, panno Chase? Co tym razem wymyślisz, abym cię przepuścił?
- Charonie...
Nina
    Co ja zrobiłam? Jak mogłam chybić? Nigdy mi się to przytrafiło... Taka musiała być wola bogów, to oni pokierowali strzałę w złym kierunku. Nie myślałam zbyt długo i po prostu uciekłam, moje nogi same poruszały się i kierowały w stronę wyjścia. Źle zrobiłam, ale jeśli ma przeżyć, przeżyje. Jeśli nie, żadne łzy i przeprosiny tego nie zmienią. Wiedziałam o tym, więc po jakiego grzyba łzy cisnęły mi się do oczu? Odwróciłam się i spojrzałam na trafioną srogim wzrokiem, jakbym chciała spiorunować moje oczy, ale niestety nie miałam lustra. Miałam za złe sobie nie to, że ją postrzeliłam, ale to, że bardziej rozpaczam, że nie trafiłam, niż że ją zabiłam. Może coś zrobiłam, czymś zawiniłam, a Artemida wygoniła mnie ze swojej ,,rodziny,, i prawdopodobnie to ona nakierowała moją strzałę w złym kierunku. Czym zawiniłam? Co takiego jej się nie spodobało?
-Czekaj!- krzyknęła Clarisse tym głosem przywódcy, silniejszym, dla wojowniczki, od czromowy. Prawie się jej posłuchałam gdyby nie lodowaty głosy syna Posejdona.
-Zabiłaś ją!- krzyknął- Co ona ci zrobiła! Nie tchórz! Przyjdź tu i ponieś konsekwencje!
    Tego było za wiele. Już nie wiedziałam co myśleć, ani robić. Najpierw Artemida wygoniła mnie, wygnała... Potem byłam ścigana i połamałam żebra, a na dodatek, jakby jeszcze tego było mało, Apollo mi pomógł. Mój wróg, mi pomógł. Teraz dodatkowo zabiłam córkę Ateny, niewinną kobietę, a ten gnój jeszcze mi rozkazuję? Jak on śmie. 
    Stanęłam w miejscu i powoli się odwróciłam, biegł w moją stronę. Czekałam, ponieważ wiedziałam, że im bliżej obozu będziemy walczyć tym moje szansę na wygraną tej  bitwy są bardziej nikłe, tam jest jezioro, woda. Mi do wygranej wystarczy świeże powietrze i natura.
Clarisse
    Nigdy nie zgadniecie co ten debil zrobił. Byłam tak podbuzowana, że nawet nie zareagowałam, przecież ona zabiła moją przyjaciółkę! Jedyne co wtedy myślałam, to nie miłe groźby, bo czy ,, Szczerze ci życzę, abyś za te Zbrodnie, zginęła w najgorszych warunkach, najgorszą śmiercią w obskurnym pomieszczeniu, a po śmierci trafiła do Tartaru na Pola Kar i żeby ta kara była bardziej surowa niż kara Syzyfa,, jest miłą groźbą? Zastanówmy się co glon wymyślił, że jest to tak debilne?
    Więc zacznijmy od początku. Natarł na byłą Łowczynie, nie wiem czy on zdaje sobie sprawę z tego, że Thalia przekazując nam wiadomości o ,,nowo przybyłej,, powiedziała, że Artemida stwierdziła, że Nina ma przed sobą wielką przyszłość i może uratować świat (wątpię), a życie jako wojownicza feministka nie jest bezpieczne. Jak wspominałam jest wojowniczą feministką i to jak ten głupek ją wyzywał na pewno jej się nie spodobało. Nie odpuści bo ,,samiec,, ją obraził. Ona ,,pokarze kto tu rządzi,, ma swój honor i będzie walczyła z nim tak długo aż, albo ona, albo on nie zginą. Jeśli ona zginie cały świat może pójść w jej ślady, jeśli zginie synulek muszlo-broda... Właściwie on też wiele razy uratował świat... Nie mówię, że jest nie zastąpiony, bo cudowna córka Aresa, boga wojny, jedyna dziewczyna, która przejechała się rydwanem mojego tatuśka... Nie ważne. Po prostu zrobił ogromną głupotę. 
    Ja też się wykazałam, zamiast coś zrobić stałam w miejscu zaciskając pięści i złorzecząc jej. 

piątek, 6 marca 2015

3 Rozdział

Rachel
    Usiadłam na drewnianym krześle. Bóg, a nie potrafi zagwarantować wygody. Ostre drżazgi wbijały mi się tam gdzie światło nie dochodzi, widać było, że Elle i Tysona ten dyskomfort także irytował, bo herpia unosiła się w powietrzu, a cyklop wiercił się i mamrotał ,,masło orzechowe, myśl o maśle,,. Postanowiłam, że nie będę siedziała na tej belce na nogach, więc wstałam i z góry przyglądałam się pracy, którą wykonuje Apollo.
-Mówisz, że uciekła...- wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, tyle wiem od Ann.
-Wiele się o niej nie dowiemy, prosiłem ojca o zabicie Pytona, ale on tylko kręci głową i wspomina, że to mój wróg i on umywa od tego ręce.
-Moglibyśmy poprosić innych bogów o pomoc. I herosi też by pomogli.
-Ale kto sprzeciwi się woli mego ojca.
-Masło orzechowe, masło orzechowe- przerwał nam syn Posejdona.
- ,,I wten Demeter po radę do Hekate się udała, by wieści o swej córze Korze jej podała,,.- Ella zacytowała mit o Demeter i Korze.
-Ale Demeter nie ma z tym nic wspólnego.- zniszczył dumę Elli Apollin.
-Jej matka, matka tej Heroski mogła by pomóc, coś doradzić... I Artemida może by coś zrobiła...
-Moja siostra nie bez powodu ją odesłała, jeżeli coś...
-Warto ją poprosić.- wtrąciła się Rachel.
-Jest!- krzyknęła Ella i z ogromnym zaciekawieniem na twarzy wysłuchaliśmy przepowiedni, którą przeczytała nam Harpia.
Percy
-Och, cześć Rachel.- zarumieniłem się.
-Wybacz, może powinnam zadzwonić później?- jej twarz była niemal tak czerwona jak jej włosy.
-Nie, zaczekaj chwilę.
    Poszedłem do łazienki. Może powinienem zrobić taki alarm jak Dionizos? Nie jest zbyt komfortowo kiedy dziewczyna, która jest wyrocznią (fakt, że kiedyś się całowaliśmy pomińmy) widzi cię w samych bokserkach, bo ważą się losy świata (może, miejmy nadzieje, że nie, ale mówiła, że to ważne) i akurat w tym momencie zadzwoniła Iryfonem. Pośpiesznie założyłem spodnie i wychodząc z łazienki zakładałem obozową koszulkę.
-Więc, co się stało?- Rachel dalej była czerwona.
-Ta nowa Łowczyni...- nie mogła dobrać słów- Musicie się dowiedzieć kim jest jej matka. 
-Skąd wiesz, że to matka?
-Apollo mówił, że zna jej ojca, ale on nie jest wtajemniczony do naszych... Boskich spraw- ciężko było jej wymówić słowo ,,naszych,,
-Okej, jak najszybciej cię zawiadomię.- chciałem ja najszybciej zakończyć tę rozmowę, Rachel chyba też.
    Dziewczyna jest spoko. Mogłaby być dobrym kumplem, ale nawet gdyby... Wyobraźcie sobie, że zakumulowałbym się z nią, a Annie. Byłaby zazdrosna tak jak kiedyś, a Rachel... No powiedzmy, że jej ojciec nie zbyt mnie polubił.
    Z moich rozmyślań wybiła mnie Clariss.
-Choć głąbie, bo wariatka się budzi i zaraz zrobi nam niezłą awanturę.
Nina
    Po otwarciu oczu zobaczyłam mnóstwo spoglądających na mnie gapiów. Przeleciałam wzrokiem ich twarze  i nadal nie byłam pewna czy ON tam jest. Nie pytajcie o niego, moja wcześniejsza reakcja była normalna jak na Łowczynie. Muszę się odzwyczaić, zrozumieć, że już nią nie jestem. W jednym momencie zrozumiałam co muszę zrobić, ale ich jest zbyt dużo... Jeśli teraz ucieknę... Będą w szoku, że jestem zdrowa więc da mi to jakieś 3 sekundy bonusu. Na chwycenie mojego łuku stracę jakieś 2 sekundy, a na podpalenie strzały greckim ogniem, który mam w plecaku, 4 sekundy. Nie wyrobię, biegam z prędkością jakichś 40km/h, a tamta Clariss, jeszcze raz przejrzałam wszystkie twarze. Jej tu nie ma, spytacie skąd wiem jak ma na imię. Powiedzmy, że Łowczynie mają kilka...Hym szpiegów w... Prawie wszędzie. Annabeth? Kuśtyka, to ślad po skręconej kostce. Nie dogoni mnie, ale jest tyle osób, że nie pozwolą mi przebiec. 
-Chcę się przejść. Do ogrodu.- Ciężko wstałam, symulując ból w kostce. Specjalnie upadłam i ręką zawołałam najgrubszego grubaska, którego zauważyłam. -Pomóż mi.
   Pulpecik wstał i podszedł do mnie. Oparłam się o jego ramię i kazałam iść w stronę wyjścia, mówiąc, że chcę iść do ogrodu, do którego prowadziła ta sama ścieżka co do wyjścia. Mój plan prawie by się udał gdyby nie ta cholerna (sorry za słownictwo, ale pasuje mi do Niny. Ja na co dzień się tak nie wyrażam) córunia Aresa. Ciągnęła za pomarańczową bluzkę obozu Herosów syna Posejdona, tego którego prawdopodobnie postrzeliłam. Zrozumiałam, że mój plan jest beznadziejny, bo nawet gdyby nie ona to jak miałabym wrócić się po strzały? 
-Zwariowaliście!- puściła Percy'ego, który zarył twarzą w ziemię- Puszczacie ją, ślamazary? Łapać ją!
    Nie pomyślałam, po prostu to zrobiłam. Zadziałałam pod wpływem emocji, czego jeszcze nigdy nie robiłam. To nie pasowało, ani do roli Łowczyni (byłej), ani do roli córki, mojej matki. Znokautowałam wysokim kopniakiem stojącego nie daleko łucznika i po prostu strzeliłam. Strzeliłam w nią, w nią celowałam. Chybiłam, nie trafiłam do niej. Strzała poleciała w kierunku blondynki, córki Ateny. Strzała poleciała w stronę Annabeth. Jak mogłam to zrobić, widziałam to, zrobiłam to nie winnej dziewczynie, zabiłam ją .